niedziela, 22 września 2013

trochę lata

Trochę lata - bo bryndzowe haluszki kojarzą mi się z jeziorem Oravskim. Trochę jesieni, bo danie ewidentnie na zimniejsze dni. Trochę wspomnień, bo jadło się w różnych ciekawych konfiguracjach.
Przepisów jest dużo, każdy inny, a jednak taki sam. Starte ziemniaki, mąka, jajo, bryndza. Kiedy robiłam je dziś, byłam pewna, że nie wyjdą. Ciasto konsystencji nie ciekawej, lejącej takiej fe, kolor wybitnie nie twarzowy. Kładłam je łyżką na wrzątku. Pływało tak to to po dnie. Wypłynęło. Odcedziłam. Wymieszałam z serem. Dobre! Ale wygląd dalej nie restauracyjny.
Mam dobre źródło bryndzy. Na targu jedna babcinka, w tygodniu - Wokulski (info dla mieszkańców Bielska). Nigdy jeszcze się nie zawiodłam, co z innymi źródłami bywało dość częste.
Skwarki dla mnie, bo mimo że mięsa unikam (dobra, po ostatnich wpisach tego nie widać, ale to nie moja wina, tylko babci i anemii!), to bryndzowych haluszków, bez skwarków sobie nie wyobrażam!
A teraz pora na przepis.

jesienne słodkości część 2

Pozostając w klimacie ciast jesiennych i moich prób przekonania się do dyni, zostałam namówiona przez Kucharnię do wyśmienitego ciasta z dyni. Przepis mnie tak zaintrygował, że wracałam do niego kilka dni pod rząd, czytając na głos, myśląc, wyobrażając sobie. Dynia leżała w kuchni i już wiedziała, jak się to skończy, a ja dalej układałam sobie to ciasto w głowie. No i zrobiłam. Jest świetne. Piernikowe. Bardzo piernikowe. Gorzka czekolada nadaje głębi, tajemniczości. To ciasto kojarzy mi się z listopadem, Wszystkimi Świętymi. Musu z dyni zostało mi sporo, więc prędziutko będzie riplej.

jesienne słodkości

Wróciłam dziś ze spaceru z dwoma kilogramami jabłek, które znalazłam gdzieś pod płotem. Pyszne soczyste jabłka. Będzie fajna szarlotka.
Póki co, wykorzystuję inne jesienne słodkości. A., który za cukinią nie przepada, w ogóle się nie zorientował, że jest ona w cieście. Bo jej nie ma. Bo znika. A jest! Ale to nie ważne. Ciasto jest pyszne!
Przepisów na ciasto z cukinią jest bardzo dużo, ale ten lubię najbardziej. Prawie nic nie zmieniłam, bo nie było trzeba! Jedyne co (a jednak!), to zamiast posypki z orzechów, których po prostu nie miałam, użyłam jabłka i śliwki. Polecam na niedzielę!





burger

Babcina akcja "mięso" trwa, więc stałam się posiadaczką 20 dag mięsa mielonego. Mam problem z tym wszystkim, bo do obiadu przecież nie użyję (A. nie zje). Musze kombinować śniadaniowo/przekąskowo/kolacyjnie. Tym razem wyszedł burger. Z ogonkiem :)




BURGERY

20 dag mięsa mielonego – ja miałam wołowo-wieprzowe
pół małej cebulki
ogórek kiszony
pół papryczki chili
jajo
łyżka musztardy
sól
pieprz

Mięso mieszam z cebulką, ogórkiem i chili pokrojonymi w drobną kostkę. Przyprawiam musztardą, solą, pieprzem. Jajo, żeby wszystko się zwarło. Wyrabiam długo. Im dłużej tym lepiej się zewrze :) Jak się wyrobi to smażę. A potem do bułki z przyprawami i do brzucha. Smacznego.

na imprezę

A. zawołał - za 2 godziny idziemy na imprezę! Zrób coś! Hmmm.... W lodówie nie mam wiele, czasu też. Składam wszystko do kupy i jest!





STUNINGOWANA SAŁATKA ZIEMNIACZANA*

1 kg ziemniaków najlepiej typu A
4 spore, ogóry kiszone/ konserwowe
4 łodygi selera naciowego
papryczka chili
cebula
5 łyżek oliwy
5 łyżek wody spod ogórków
sól, pieprz

Ziemniaki gotujemy w mundurkach nawet dzień wcześniej, następnie obieramy i kroimy w dużą kostkę. Ogórki kroimy w mniejsza kosteczkę. To samo z cebulą, selerem i chili. Wszystko razem mieszamy w misce, zalewamy 5 łyżkami oliwy i taką samą ilością wody spod ogórków. Przyprawiamy solą i pieprzem. Czekamy MINIMUM godzinkę, aż smaki się przegryzą. Smacznego!

*Dlaczego stuningowana? Bo babcia robi taką, ale bez selera i chili :) Też jest super!

beee!

O jacie! Ależ mnie to risotto zakręciło! Przeczytałam i musiałam! Natychmiast! I było warto! Dynia pod tą postacią jest OK!


pasztet

Dalej się przeprowadzam. Już jesteśmy bardzo blisko. Zaczął się etap czyszczenia szafek kuchennych.W przyszły piątek śpimy już na nowym.
Póki co kombinuję co zrobić z workiem soczewicy.
I mam! Pasztet!
Zrobiłam go na bazie pasztecików Wegan Nerd.



PASZTET Z SOCZEWICY



2 szklanki ugotowanej soczewicy
warzywa z rosołu – 2 marchewki, pietruszka i seler
1 łyżeczka pasty curry
1 łyżka posiekanej świeżej kolendry
2-3 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki kurkumy
1 jajko
2 łyżki oleju
sól, pieprz
łyżeczka masła
płatki owsiane do wysypania blachy

Soczewicę gotuję na miękko i rozdrabniam wraz z warzywami w mikserze, ale nie jakoś super gładko. Dodaję przyprawy, jajko i mieszam wszystko dokładnie. Masa powinna być miękka. Jeśli jest za sucha wlewam 1-2 łyżki wody. Keksówkę, w której będę piekła pasztet smaruję masłem i obsypuje płatkami owsianymi, następnie wlewam masę i piekę zdrowo ponad 30 minut. Po prostu po pół godzinie co chwilę wsadzam głowę do piekarnika i naciskając paluchem coraz bardziej zarumienioną skórkę, sprawdzam, czy jest ok. Wyciągam, czekam aż się wystudzi i jem z ogórasem. Mmmm!
 


czwartek, 19 września 2013

tylko i aż ziemniak

Oglądałam wczoraj trzeci odcinek Master Chefa i chciałam się podzielić refleksją.
Tylko i aż ziemniak.
Potoczyły się po studio te ziemniaki. Zleciały z wywrotki. Uczestnicy pozbierali, rzucili się do gotowania. I co powstało? Nuda!
Placki ziemniaczane... Pure... No ludzie kochani!
A gdzie zupa krem z ziemniaków z tymiankiem, oliwą czosnkową, lekką wędzonką? Gdzie duszonki, ziemniaki zapiekane w mleku z musztardą, gdzie kiszka ziemniaczana, której podstawową wersję np. z rozmarynem, cytryną spokojnie zrobisz w godzinę! A czipsy, frytki? Może nie brzmią jak danie Master Chefa, ale jak się je ładnie oprawi będą królewskie. Co z kopytkami, kartaczami.
Ja się pytam, co?!

środa, 18 września 2013

a kuku!

Jesień. Pieczone papryki, bakłażany. Ziemniaki z ogniska. Kukurydza!
Dziś w zupie.
Ostrej jak jasny gwint.
Meksykańskiej.
Arriva!



ZUPA Z KUKURYDZY NA OSSSTRO

szklanka kukurydzy ugotowanej/upieczonej (w folii) oczywiście odciętej z kolb albo z puszki
bulion warzywny jakiś litr
4 łyżki śmietany
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki imbiru
2 zmiażdżone ząbki czosnku
duże pół łyżeczki ostrej papryki
chili pocięta na plasterki
sól i pieprz

Do gotującego się bulionu wrzucam kukurydzę i przyprawy. Gotuję chwilkę, dosłownie żeby się kukurydza podgrzała i ciutkę zmiękła. Miksuję wszystko. Dodaję śmietanę. Jeśli mam kolendrę lub pietruszkę to posypuję po górze i jem omniomniom z chlebusiem jakimś dobrym!

wtorek, 17 września 2013

trochę chwastów

Przy okazji zbierania czarnego bzu zaopatrzyłam się w garść pokrzywy. Rosła młoda, widać dopiero co odrośnięta od ziemi. Nie wzięłam rękawiczek, zbierałam przez worek, a i tak miałam bąble na opuszkach palców. Dziś nadszedł dzień na przerób. Umyłam ją, sparzyłam i w domu zapachniało jak w "starej chałpie" w Hałcnowie, gdzie mieszkała moja prababcia. Pamiętam ten zapach doskonale. Babcia wychodziła za dom, wracała z pękiem pokrzyw, gotowała i robiła płukankę do włosów. Ja do włosów używam płukanki z drogerii, ale za to wyczarowałam małą tartkę. Chwaścianą tartkę.



TARTA Z POKRZYWĄ

mniej niż 0,5 kg pokrzywy
1/3 opakowania fety, ewentualnie 2/3 kostki twarogu, ale wtedy trzeba go rozrobić ze śmietaną
czosnek
miąższ z połowy wyfiletowanego pomidora, pokrojony w drobniuteńką kostkę

Ciasto na tartę robię standardowe, ale z połowy porcji. Wkładam do maleńkiej foremki na tarty, albo skoro jej nie mam, bo nie mam ;) formuję kółko. Podpiekam, a w tym czasie robię farsz: pokrzywę płuczę pod bieżącą wodą, potem na sitku parzę wrzątkiem, wtedy przestanie ona parzyć mnie, odsączam, wrzucam na deskę do krojenia i dość drobno siekam. Posiekaną mieszam w miseczce z fetą, ewentualnie twarogiem. Podkręcam pieprzem i czosnkiem. Nakładam na spód, a na wierzch wysypuję pokrojone w drobniusieńską kosteczkę filety z pomidora. Piekę ok 15-20 min.

Możecie się dziwić, że używam tak dużo fety do tart, ale ten ser najbardziej mi się komponuje, właściwie z każdym składnikiem. Są oczywiście placki, których z fetą nie zrobię, bo jest to choćby fizycznie niemożliwe. Np. grzybów fetą nie zaleję, bo się smaki nie połączą harmonijnie. Poza tym feta nie jest płynna ;), ale składniki, które same w sobie są... jakby to nazwać... mało wyraźne, a które lubią sól, bo ona sprawia, że stają się sobą, jak szpinak, jak dynia, u mnie muszą iść w parze z fetą. Może opowiadam farmazony?

poniedziałek, 16 września 2013

przetworowe podsumowanie

 Właściwie to nie wiem, co napisać. Właściwie to nie chciałam robić inwentaryzacji, ale ją zrobiłam. Właściwie... Liczby mówią same za siebie. A najlepsze jest to, że jeszcze około 10 słoików przede mną, bo jeszcze gruszki...



 Nazwa
total
Czarny bez
15
Galaretka z róży
13
morela
8
truskawka
8
brzoskwinia
3
Czerwona porzeczka
8
wiśnia
4
Wiśnia z korzeniami
4
Czarna porzeczka
6
Czarna porzeczka i brzoskwinia
4
mirabelka
10
Galaretka z papierówek
5
Czereśnia
6
Czereśnia z pomarańczą
2
Czereśnia z lawendą
2
malina
8
Brusznica
4
Jeżyna
7
jagoda
3
Rabarbar z imbirem
4
Rabarbar z pomarańczą
4
Syrop z czarnego bzu
5 x 0,5
Syrop z kwiatu bzu
5
Syrop z kwiatu bzu z cytryną
7
Syrop z czereśni
5
Syrop z czerwonej porzeczki
4
Leczo
8
ogórki
4
Przecier pomidorowy
2
Kompot z papierówek
3
Czereśnie w syropie
4
Mus z papierówek
1
Chutney z mirabelek
4
Wiśnia z cytryną zeszły rok
3
Truskawka zeszły rok
2

185

niedziela, 15 września 2013

falafele dla Moniczki

Moniczka poprosiła mnie o przepis na falafele.
Najpierw czekałam na wypłatę.
Potem byłam chora.
Potem byłam słaba.
Potem nie miałam czasu
Potem zapomniałam namoczyć ciecierzycę.
Potem A. zeżarł mi cebulę.
Ale są!
Mimo przeciwności losu udało się!









FALAFeLE

2/3 paczki ciecierzycy, tj około 300 gram

1 cebula
2 ząbki czosnku
sok z połowy cytryny
2 łyżki drobno posiekanej pietruszki
2 łyżki drobno posiekanej kolendry, można pominąć i dodać więcej pietruszki
1 łyżeczka mielonego kuminu
1/2 łyżeczki mielonych ziaren kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki chili
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
sezam do obtoczenia
olej do smażenia, najlepszy będzie słonecznikowy lub z pestek winogron

Ciecierzycę namaczamy przez noc. Nie gotujemy, nie używamy tej z puszki, musi być surowa w przeciwnym wypadku falafle rozpłyna się nam na patelni (tak, przetestowałam to na własnej skórze!).


Następnego dnia ciecierzycę odcedzić, opłukać i zmielić w mikserze razem z cebulą. Do zmielonej masy dać natki, sodę, sól, sok z cytryny i resztę przypraw. Wszystko dokładnie wymieszać. Masa jest dobra, kiedy ściśnięta w ręce łatwo przyjmuje kształt. 
Na głębokiej patelni rozgrzać sporą warstwę tłuszczu, taką, żeby podczas smażenia przykryło chociaż połowę falafla.
Nabierać po łyżce masy i formować małe, lekko spłaszczone kulki. Ważne jest, by dokładnie je ścisnąć, w przeciwnym wypadku będą się rozpadać.Obtoczyć w sezamie.
Uformowane falafle od razu wrzucać na gorący olej i smażyć, aż będą złote z każdej strony. Następnie odkładać na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, żeby odsączyć je z tłuszczu.  
Dzisiejsze falafele zawinęłam w tortillę na którą wyłożyłam pokrojonego w kostkę ogórka w jogurcie z solą i pieprzem. Dodałam sałatę, papryczki peperoni i pomidora. Na wersję dla A. wrzuciłam sos chili zamiast ogórka. 
Smacznego!

Posiłkowałam się w proporcjach przypraw tym.

słońce dwa

Kolejna słoneczna tarta. Bałam się jej, bo jakoś nie jestem przekonana do smaku dyni poza zupą. Obiecałam kiedyś Moniczce, że wezmę się za dynię, no więc się biorę. Ciągle twierdzę, że nie jest to moje ulubione warzywo. Z kilogramowej kuli mało wyjść pesto, ale po spróbowaniu bazy doszłam do wniosku, że nie, że ja tak nie chcę, że to nie to. Więc tarta. Jak zawsze tarta. Ratunkowa.



TARTA Z PIECZONEJ DYNI

Ciasto jak do każdej innej, słonej tarty:
200 g mąki pszennej
100 g masła
1 żółtko
sól
trochę wody

Mąkę siekam z masłem, dodaję żółtko, sól i po trosze wody. Zagniatam, aż ciasto będzie zwarte, nie klejące. Kulę wkładam do lodówki na godzinę. Następnie wykładam nim formę, kładę papier, na papier fasolkę i lekko podpiekam w piekarniku jakieś 10 min w 200 stopniach.

Farsz:
malutka, nie więcej niż kilogramowa dynia
feta
jajo, albo i dwa
papryka
papryczka chili
1/4 łyżeczki kolendry
czosnek
sól
pieprz

Dynię piekę do miękkości i po ostudzeniu miksuję z fetą i jajami. Dodaję pokrojone w kostkę papryki, zmiażdżony czosnek, sól, pieprz, kolendrę. Wszystko razem, wymieszane przekładam na podpieczony spód. Piekę jeszcze jakieś 20 minut w jakichś 180 stopniach.

Pod tą postacią dynia jest dla mnie zjadliwa. W zupie lepsza. Ale, generalnie, nie najlepsza. Mama i M. były zadowolone. Zobaczymy niedługo, jak wyjdzie na słodko. :)

kolejne słoiki

Dom wypełniony słoikami jest fajny, ale nie przed przeprowadzką. A. dostaje białej gorączki, kiedy z kuchni zaczyna dobiegać kolejne stukanie szkła. Ale co zrobić? Nie mogę się powstrzymać przy takim urodzaju!



KISZONA CUKINIA I PATISONY

cukinia
małe patisonki
koper włoski
czosnek
chrzan
woda
sól

Kiszoną cukinię i patisony robimy dokładnie tak jak ogórki. Do słoi wkładamy warzywa. Jeśli trzeba można je pokroić na mniejsze cząstki. Wrzucamy tam też czosnek pokrojony na większe kawałki i plastry chrzanu. Dekorujemy koprem, zalewamy ciepłą wodą z solą. Na litr wody łyżka soli. Zakręcamy, czekamy, jemy!

W internecie jest napisane, że lepiej cukinię zapasteryzować koło 20 min. Ja tego nie zrobiłam i teraz się martwię. Jeśli się zepsuje to napiszę. Będzie przestroga dla innych.

Edit po kilku tygodniach od zrobienia.
Niestety wszystkie cukinie się zepsuły. :( PASTERYZUJCIE!!!

bida żarcie

Bida żarcie część druga. Chociaż ta zapiekanka pojawia się u mnie często również podczas dobrobytu, bo jest bardzo smaczna i można z niej zrobić tysiąc różnych wersji dodając choćby jeden dodatkowy składnik. Jest jedną z tych rzeczy, na które A. nie narzeka, jak stawiam na stole.




ZAPIEKANKA Z KASZY GRYCZANEJ I TWAROGU

2 woreczki kaszy gryczanej
1 opakowanie twarogu
cebula pokrojona w drobną kostkę
2 jajka
2 + 1 łyżeczki papryki słodkiej mielonej
2 + 1 łyżeczki papryki ostrej mielonej
sól
pieprz

dodatki!

Kaszę gotuję w osolonej wodzie. Może być nawet rozgotowana, wtedy będzie lepiej trzymać kształt. Kiedy się wystudzi mieszam z jajcem, solą, paprykami dwoma po dwie łyżeczki. Połowę wykładam na spód naczynia żaroodpornego. Na tę warstwę wrzucam twaróg wymieszany z drugim jajcem, solą, pieprzem i cebulą. Przykrywam pozostałą kaszą. Zalewam kwaśną śmietaną. Posypuję paprykami po łyżeczce. Zapiekam około 20 - 25 min w około 200 stopniach.
To jest wersja podstawowa.
W wersji stuningowanej między warstwy wkładam pokrojone na plastry pomidory. Albo polewam sosem pomidorowym. Albo układam plastry cukinii. Albo buraka (wcześniej podgotowanego). Zgrilowanego bakłażana. Możliwości jest tyle, ile pomysłów i smaków.

razdwarazdwarazdwarazdwa... raz dwa!

Koniec miesiąca był bardzo ciężki. Bida żarcie na niemal dwa tygodnie przed wypłatą. Ale nawet z niczego można zrobić smaczne coś!



PLACKI ZIEMNIACZANO- CUKINIOWE



1/2 kg startej na tarce na grubych oczkach cukinii
1/2 kg startych na tarce na grubych oczkach ziemniaków
cebula starta na małych oczkach
jajco
1/2 kostki fety
4 zmiażdżone ząbki czosnku
ok. szklanki mąki
pieprz, sól
jogurt do polania

Startą cukinię dokładnie odciskam. Mieszam z ziemniakami, jajkiem, solą, pieprzem, czosnkiem... co tam jeszcze było? A! fetą! na jednolitą masę. Pomalutku dosypuję mąkę. Ciasto powinno być gęste, by móc je łyżką układać, a nie wylewać na patelnię. Smażę z obu stron na rozgrzanym oleju roślinnym na złoto. Świetnie pasują z jogurtem skropionym oliwą i oprószonym płatkami chilli. 
Smacznego!

Najlepsza!

Tak mi się chciało zupy z ryby! Problem był, czy ostrą węgierską, czy kremową kokosową. Że jestem fanką kremowości wyszła ta, z dorszem, stąd, najlepsza!



Nic więcej nie napiszę, tylko się rozpłynę.

żelazna kanapka

Ze względu na nawrót choroby mam bardzo niskie żelazo. Babcia się oczywiście przejęła i masowo zaczęła mi przynosić różne mięsa w tym wątróbkę. Nienawidzę wątróbki. Już wiele razy próbowałam się do niej przekonać, ale nic z tego. Pod każdą postacią jest wstrętna. No ale skoro już jest to trzeba coś z niej zrobić. Chytrze wykombinowałam, że przykryję ją dodatkami, a w czym jest więcej dodatków niż w kanapce?



ŻELAZNA KANAPKA

bagietka - najlepiej upieczona w domu :)
jakieś pesto
musztarda
usmażona na maśle, na krwisto wątróbka
plasterki pomidora
plasterki ogórka
paseczki papryki
sałata

Wątróbkę podsmażam na krwisto na łyżce masła. Nie solę, bo wtedy będzie twarda! Przekrojoną na pół bagietkę smaruję pesto, a drugą połówkę musztardą. Kładę na tym wątróbkę, solę, pieprzę, chowam pod sałatą, na to warzywa.

figa!

W Lidlu znalazłam figi za 1,20 zł! No sory, ale mimo, że miałam już z 10 planów na weekendowy deser, nie mogłam sobie odpuścić.U-lalala!




TARTA Z FIGAMI I MASCARPONE

Ciasto:
 2 szklanki mąki
3/4 kostki masła
1 jajko
3 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Mąkę, cukry, proszek przesiewam przez sitko i mieszam z posiekanym masłem i jajkiem. Wyrabiamy. Gotowe ciasto, odstające od ręki, podpiekamy ok 10 minut w 200 stopniach.

Masa:
opakowanie serka mascarpone
jedno żółtko
dwa białka
3 łyżki cukru
pół startej skórki z cytryny
4 figi pokrojone w półplasterki o grubości ok 3 mm

Serek mieszam z cukrem, żółtkiem, skórką i ubitymi białkami. Wykładamy na podpieczony spód. Na wierzch wykładamy figi. Pieczemy ok 20-25 minut, aż masa się zetnie (ruszając brytfanką nie powinna się trząść), a z góry zezłoci.
Następnym razem do masy wcisnę sok z połowy cytryny lub limonki, żeby ją jeszcze trochę orzeźwić.
Smacznego!

domowa cukiernia

Napiekłam się wczoraj za wsze czasy. Chleb, foccacia, dwie tarty. Jestem bardzo zadowolona z wyników. Moja kochana P., kiedy opowiadałam jej o mojej obsesji przetworowej, zadała bardzo trafne pytanie (które, de facto, coraz częściej jest zadawane również przez A. i moją mamę...): "Kto to wszystko zje?".
Nie wiem kto.
Podczas gotowania się nad tym nie zastanawiam. Po prostu robię. Widzę jakie mam składniki w lodówce i działam. Narobię zapasów, a potem jemy to przez tydzień, nie pomijając obdarowywania znajomych. Ale każdy ma jakieś obsesje, prawda?
Tak więc na weekend jesteśmy z dwoma plackami.
Jednym z nich jest, odrobinę przerobiona, foccacia od jadłomanii. Zrobiłam ją z malutkimi, ogrodowymi winogronami, które dostałam od mojej słodkiej M.
Moja babcia uwielbia ogrodowe winogrona. Bierze miskę owoców, siada przed telewizorem i może tak cały dzień. Ja nie jestem winogronożercą. Wolę inne owoce. Ale skoro już są, zawsze robię do nich podejście i po dziesięciu kuleczkach mam dość. Wczoraj jednak, kombinując, jak winogrona można przetworzyć, wpadłam na pomysł genialny w swojej prostocie. Ciasto!
Foccacia od Jadłomanii jest bardzo smaczna, ale urosła trochę za wysoka jak na standardową blachę. Następnym razem, prawdopodobnie zmniejszę proporcję o 1/4. Smacznego!




FOCCACIA Z BIAŁYMI WINOGRONAMI

450 g mąki pszennej
350 ml ciepłej wody
7 g drożdży instant
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru
1 ½ łyżeczki cynamonu
250 g białych, malutkich, słodziutkich winogron
2 łyżki brązowego cukru
cukier puder*

*nie miałam żadnego z powyższych cukrów, więc posypałam grubym kryształem.

W dużej misce wymieszać mąkę, drożdże i sól, następnie dodać cukier, cynamon oraz wodę i zagnieść miękkie, elastyczne ciasto. Można zrobić to ręcznie lub na niskich obrotach miksera. Wyrobione ciasto przełożyć do dużej miski delikatnie obsypanej mąką. Przykryć czystą ściereczką i zostawić na 1 - 1 1/12 godziny do wyrośnięcia.
Standardową, dużą blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto włożyć do formy. Posypać ciasto winogronami i delikatnie wcisnąć je w wierzch ciasta. Zostawić na kolejne 1/2 godziny do wyrośnięcia.
W międzyczasie piekarnik rozgrzać do 220 stopni. Wyrośnięte posypać cukrem trzcinowym i piec przez 30-35 minut do momentu, aż ciasto będzie złote.



hurt i detal

Dziś nadrabiam zaległości blogowe. Ostatnie wypadki bardzo utrudniały wrzucanie postów. Nie kończąca się przeprowadzka, nawrót choroby, czekanie na spóźniającą się wypłatę....
Ale jestem i mam dużo niespodzianek. Zaczynamy od chleba. Bo chleb był, jest i będzie podstawą posiłków.
Nie wyobrażam sobie śniadania bez kanapki. Kiedy byłam na diecie i nie mogłam jeść glutenu, próbowałam przestawić się na śniadania "papkowate", albo "obiadowate", ale nic a nic nie było w stanie zastąpić mi kanapki.
Chleby piekę już długo. Zaczynałam od żytnich na zakwasie, wyrabianego i pieczonego w piekarniku. Następnie kupiłam maszynę do chleba, taką zwykłą z Tesco za 100 zł. działała prawie 3 lata i byłam z niej bardzo zadowolona, chociaż wymieniłabym kilka mankamentów. Długo trwało też szukanie idealnej receptury na chleb. Nie był on tez z cudownie chrupiąca skórką, po wyciągnięciu był "wilgotnawy", ale zawsze można było użyć maszyny tylko do wyrabiania, a następnie upiec tradycyjnie. Niestety maszyna poszła do chlebowego nieba, a jeszcze nie miałam okazji kupić nowej.
Obecnie kupuję chleb w dobrej piekarni, ale to ciągle nie jest to. Płacę kupę pieniędzy, a to nie jest mój smak. Tak więc zaraz po zakończeniu przeprowadzki (co mam nadzieję nastąpi wkrótce) kupuje piekarnik (bo tam nie ma) i zaczynam produkcję na nowo.
Tym czasem zapraszam na chleb weekendowy, który zrobiłam jako akompaniament do zupy rybnej, o której później. Przepis znalazłam u Co dziś zjem na śniadanie, ale proporcje cukru i soli okazały się fatalne. Bochenek okazał się za słodki. Mój błąd - byłam tak zaaferowana pieczeniem pozostałych smakołyków, że nie pomyślałam o przeliczeniu tego. Tak więc poniżej przedstawiam przepis po mojej modyfikacji. Chleb jest ciekawy, ale na pewno nie na co dzień. Bardziej właśnie jako dodatek do zupy. Robi się go ekspresowo!



CHLEB PIWNY



    3 szklanki mąki
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    2 ½ łyżeczki soli
    2 łyżeczki cukru
    330 ml piwa
    2 łyżeczki masła

Rozgrzej piekarnik do 175*C i natłuść prostokątną formę do pieczenia (zrobiłam w keksówce). W dużej misce zmieszaj mąkę, sól, proszek do pieczenia i cukier. Następnie dodaj piwo i połącz składniki,  ale nie przemieszaj. Przełóż ciasto do formy. W rondelku rozpuść masło i posmaruj wierzch ciasta (tak, tego jeszcze nie upieczonego). Piecz przez około 40 minut, lub do momentu, aż wykałaczka będzie po wbiciu w chleb czysta.

Smacznego

wtorek, 10 września 2013

bez

Bez jest moją ulubioną rośliną. No może oprócz....
Bez pięknie kwitnie, pięknie pachnie, jest smaczny, dobry dla zdrowia. Obdarowuje i wiosną i jesienią. Jest idealny.
Mało osób wie co z nim robić. Kiedy zrywałam go w niedzielę jakiś chłopiec na spacerze z rodzicami się dziwił "po co to zbierać, przecież tego się nawet nie da jeść". No więc uprzejmie zrobiłam mu wykład o właściwościach bzu.
Nie bójcie się go. Szkodliwe substancje - sambunigryny zawierają tylko niedojrzałe owoce. Te dojrzałe, czarne mają ich niezwykle mało, a po przetworzeniu - gotowaniu, pieczeniu, suszeniu całkowicie znikają.
Owoce czarnego bzu zawierają substancje łagodzące stany bólowe i zapalne, obniżają gorączkę i zwalczają objawy przeziębienia. Bez czarny ułatwia usuwanie toksyn z organizmu przez gruczoły potowe i działa moczopędnie. Działa łagodnie przeczyszczająco i odtruwająco, łagodząc wzdęcia i wspomagając odchudzanie.. Wzmacnia układ odpornościowy, pomaga w leczeniu drobnych stłuczeń i zranień oraz podrażnień skóry. Zawarte w owocach czarnego bzu substancje usuwają zmęczenie i działają relaksująco.



Tak więc zachęcam do zbierania i do robienia przetworów.



DŻEM Z OWOCÓW CZARNEGO BZU
1 kg owoców czarnego bzu (owoce łatwo zdjąć z gałązek za pomocą widelca)
1/4 szkl wody
1/2 kg cukru
dwie płaskie łyżeczki jakiegoś żelfixu

Oczyszczone i umyte owoce bzu wrzucamy do gara, zalewamy wodą, zasypujemy cukrem i gotujemy około 30 min ściągając szumowiny. Po jakichś 20-25 minutach wrzucamy żelfix, gotujemy jeszcze trochę, przelewamy do słoiczków, pasteryzujemy około 20 min. A potem delektujemy się świetnym dżemem na kanapkach, w naleśnikach, ciastach. Ach!

kalafiorowa zabawa

Tym razem tradycyjna. Kalafiorowa wersja pierwsza.Bo wersji jest dużo. Tyle ile kalafiorów.



KALAFIOROWY KREM

pół średniego kalafiora
włoszczyzna
kminek mielony, sól, pieprz
około 3-5 łyżek śmietanki 30% albo 36% jak jest w lodówie, a jak nie ma to bez, bo nie jest konieczna

Z włoszczyzny robię wywar, do którego następnie wrzucam kalafior, ćwiartkę łyżeczki kminku, sól, pieprz. Gotuję około 10-15 minut. Studzę. Miksuję. Próbuję. Doprawiam. Jak mam śmietanę to wlewam. Przed obiadem podgrzewam, robię grzanki i jem.

Czasem się zastanawiam po co właściwie zamieszczam takie proste przepisy, które w dodatku są mało precyzyjne. Chyba po to, żeby osoba, która dopiero zaczyna gotować, zobaczyła, że zazwyczaj gotowanie to jest robienie czegoś na oko. Intuicyjnie. Że nie muszę mieć dokładnie odważonych proporcji, że jak nie dodam jednego składnika lub go zmienię, to danie też się uda. Chciałabym, żeby ludzie przestali bać się gotować. Żeby znaleźli w tym zabawię.

słońce

Takie obiady lubię najbardziej. Słoneczne. Od razu się micha cieszy.





TARTA ZE SZPINAKU I ŻÓŁTEJ CUKINII

Ciasto na tartę:
200 g mąki pszennej
100 g masła
1 żółtko
sól
trochę wody

Mąkę siekam z masłem, dodaję żółtko, sól i po trosze wody. Zagniatam, aż ciasto będzie zwarte, nie klejące. Kulę wkładam do lodówki na godzinę. Następnie wykładam nim formę, kładę papier, na papier fasolkę i lekko podpiekam w piekarniku jakieś 15 min w 200 stopniach.

Farsz:
minimum pół kg szpinaku najlepiej świeżego
2/3 opakowania fety
ew. jajko
czosnek
posiekane pół papryczki chili
żółta cukinia pokrojona w plasterki
pieprz

Szpinak duszę na oliwie do zwiędnięcia i siekam. Mieszam go z fetą i czosnkiem. Doprawiam pieprzem, solą raczej nie, bo feta jest wystarczająco słona. Można dodać jajko, ale nie jest to konieczne. Farsz wykładam na podpieczony spód. Cukinię układam na górze i wszystko piekę jeszcze około 20 minut.


Sałatka zwyczajna (pomidory pociachane, pokropione oliwą, cytryną, posypane solą, pieprzem), ale nad zwyczajna! Bawcie się kolorami, bo nie długo ich nie będzie. Na bardzo długo...

czwartek, 5 września 2013

łapać kurki!

Jeszcze da się znaleźć kurki, więc czemu z tego nie skorzystać?! Ja je uwielbiam! Fikuśna nazwa, fajny kolor, fajna tekstura, dużo możliwości.



PIEROGI TYLKO* Z KURKAMI

ciasto jak z tego przepisu
20 dag kurek
cebula
troszkę masła
sól i pieprz

Kurki czyścimy**. Siekamy nie za grubo, nie za mało, jak kto lubi. Cebulę pokrojoną w drobną kostkę podduszamy na masełku. Dodajemy kurki i dusimy chwilkę. Na ciastowe kółeczka wykładamy farsz, zalepiamy i gotujemy do wypłynięcia. Polewamy masełkiem/słoninką jak ktoś lubi, ja lubię ;) i pożeramy!


* TYLKO z kurkami, bo jest tyle możliwości, że postanowiłam określić się jaśniej. Więcej kombinacji kurka z... przyjdzie z czasem.
**Jest kilka szkół. Na mokro, na sucho. Ja zwykle stosowałam kąpiel w zimnej wodzie i kilku łyżkach grubej mąki. Robiłam im taką wirówkę przez chwilę, a potem płukałam pod bieżącą wodą. Ostatnio wyczytałam o sposobie na wrzątek z solą. Stosuję naprzemiennie.

nocne marki

Druga zmiana. Rano śniadanie. Bez niego nie wyjdę z domu. Raczej obfite niż małe. W pracy zjem obiad. Coś tam przekąszę. Ciasto jakieś. Jabłko. Czasem zapomnę, nie zdążę. A potem płacz. Bo głodna. Powrót do domu koło dziesiątej. W sumie już mi się nie chce nic. Hop do łóżka. Książka. Herbata. Ale o jedenastej kiszki niezadowolone burczą. To tup tup do lodówy i rzut na resztki. Gryz kiełbasy, jak jest. Pleśniaka kawałek też ok. Bardziej nie zdrowo, niż zdrowo. Raczej na zimno, niż na ciepło. Zawsze prosto z gara.



ZAPIEKANKA Z WARZYW KTÓRE SĄ POD RĘKĄ

makaronu rigatoni tak na jedną porcję
ćwiartka kalafiora
pół cukinii
pół papryki
dwa pomidory
szklanka śmietany 30%
trochę wody, tak ze dwie, trzy Łyżki
łyżeczka mąki
tymianek
sól
pieprz

Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. Kalafior gotuję al dente. Resztę warzyw kroję w kostkę. W naczyniu żaroodpornym układam wszystkie składniki. Solę, pieprzę, tymiankuję i zalewam śmietaną, którą wymieszałam z roztworem wody i mąki. Zapiekam około 15/20 minut.

Podczas jedzenia naszła mnie refleksja, że świetnie by się tu sprawdziły, pojawiające się gdzieniegdzie, kuleczki kaparów. Do zapiekanki nadają się wszystkie warzywa, które akurat zalegają w lodówce. W zimie równie dobrze sprawdza się mieszanka warzywna. Tu akurat użyłam sosu śmietanowego, bo śmietana też mogłaby niedługo wyjść, ale normalnie używam gruuuubej warstwy beszamelu, czasem posypanej dodatkowo parmezanem.

wtorek, 3 września 2013

nie w koło Macieju!

I znowu miała być cukinia i szpinak. Ale się wstrzymam. Dziś inaczej. Jeszcze jest szparagówka! Łapcie póki kusi!



FASOLKA SZPARAGOWA W POMIDORACH

dwie garście fasolki szparagowej żółtej
4 duże, obrane ze skórk pomidory
oliwa
bazylia, oregano, czosnek, sól, pieprz

Obraną fasolkę gotuję na prawie al dente. W tym czasie, obrane i pokrojone w kostkę, pomidory duszę na patelni, na której, na oliwie, zeszkliłam już czosnek. Dobrą fasolkę wrzucam do pomidorów i duszę jeszcze trochę do al dente łamane na ugotowana. Jem do frytek z kalarepy, które jak niżej:

FRYTKI Z KALAREPY

2 a nawet i 3 kalarepy
olej
sól

Kalarepę kroję na słupki i rzucam na mocno rozgrzany tłuszcz, którego jest tyle, żeby przykrył wszystkie frytki. Ja ze względu na oszczędności smażę na dwa, a nawet trzy razy w małym rondlu. Smażę do złotego koloru. Odsysam tłuszcz papierowym ręcznikiem i posypuję solą, albo jak mam chęć to papryką mieloną słodką i ostrą.
Bon appetit! ;)

poniedziałek, 2 września 2013

panna

W lodówce odkryłam serek homogenizowany, który zbliżał się do końca ważności. Chwila zastanowienia i postanowiłam zrobić z niego autorską! pannę cottę.
Do panny cotty jeszcze rok temu podchodziłam raczej ze sceptycyzmem. Nie specjalnie siadało mi jakieś takie galaretowate coś. Ale w tym roku, po zjedzeniu jagodowej panny, którą już kilka wpisów wcześniej prezentowałam, stwierdziłam, że właściwie to ja to lubię! No i zaczęło się tworzenie.
Tym razem do wykorzystania, oprócz bazy, miałam maliny i jakieś zagubione w szafkach przyprawy. Początkowo wpadłam na zrobienie panny malinowej, ale koniec końców stanęło na wczesnojesiennej, przeziębieniowej wersji ;)
Smacznego!





MIODOWO, IMBIROWO, CYTRYNOWA PANNA COTTA

serek homogenizowany naturalny 400g
pół szklanki śmietanki 36%
3 albo i 4 łyżki miodu
małe pół łyżeczki imbiru mielonego
duże pół łyżeczki skórki cytrynowej
3 łyżeczki żelatyny
¼ szkl gorącej wody

Serek mieszam ze śmietanką, miodem, imbirem i cytryną. Żelatynę rozpuszczam w wodzie, ciut ostudzam i łączę z masą. Przelewam do miseczek, wkładam do lodówki i czekam kilka godzin, aż zastygnie. 
Swoją pannę cottę polałam rozgniecionymi widelcem, lekko posłodzonymi malinami (były bardzo kwaśne), bo akurat miałam, ale myślę, że sos np. z jagód sprawdziłby się równie dobrze.