Torcik dla Mamy Moniczki. Torcik kwiatowy do którego długo się przygotowywałam. Było chyba ze dwadzieścia wersji smakowych. W końcu stanęło na:
biszkopt nasączany lemoniadą,
krem mascarpone+bita śmietana i hibiskus (część zmielona na puder, część zgnieciona na drobne cząstki),
dżem malinowy,
boki płatki kokosa,
góra maliny, brzoskwinia, kwiaty jadalne - niezapominajki, scukrzone fiołki i pierwiosnki, kwiaty poziomek, płatki mlecza, stokrotki, namoczone płatki hibiskusa.
Pozdrawiam Mamę Moniczki i życzę wszystkiego najlepszego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 maja 2014
sobota, 19 kwietnia 2014
torcik wiosenny
Torcik wiosenny dla Pani Asi.
Krem - tradycyjnie mascarpone i bita śmietana, ale tym razem z dodatkiem domowego likieru kokosowego. Nasączenie biszkoptu z soku ananasowego z sokiem z cytryny. Frużelina truskawkowa kwaśna. Beziki dla ozdoby, truskawki.
Sto lat!
Krem - tradycyjnie mascarpone i bita śmietana, ale tym razem z dodatkiem domowego likieru kokosowego. Nasączenie biszkoptu z soku ananasowego z sokiem z cytryny. Frużelina truskawkowa kwaśna. Beziki dla ozdoby, truskawki.
Sto lat!
środa, 26 marca 2014
tort
Na urodziny kolegi zrobiłam tort straciatellę.
Niespodziewanie lekki i łatwy w zrobieniu.
Niestety polewa przez noc popękała, więc albo nałóżcie ją nie długo przed podaniem, albo użyjcie innej.
Napis zrobiłam z szablonu - nożykiem tapicerskim wycięłam imię, nałożyłam na tort i wysypałam posypką. Rant obłożyłam dropsami czekoladowymi.
Sorka za jakość zdjęcia (gorszą niż zwykle ;)), ale robione było w pośpiechu.
Niespodziewanie lekki i łatwy w zrobieniu.
Niestety polewa przez noc popękała, więc albo nałóżcie ją nie długo przed podaniem, albo użyjcie innej.
Napis zrobiłam z szablonu - nożykiem tapicerskim wycięłam imię, nałożyłam na tort i wysypałam posypką. Rant obłożyłam dropsami czekoladowymi.
Sorka za jakość zdjęcia (gorszą niż zwykle ;)), ale robione było w pośpiechu.
![]() |
| Obok dolnej białej gwiazdki widać dobrze szpachlowanie pęknięć w polewie, które powstały przez noc. Kiedy szpachlowanie zaschło, nie było tak widoczne, ale ciągle było! |
sobota, 15 marca 2014
tort z kotkami i lentilkami
Kolejne urodziny dziecka. Dziewczynka, która lubi kotki.
Tort miał być czekoladowy z tradycyjną masa maślaną.
Blaty zrobiłam z tego przepisu, a krem maślany jak niżej.
KREM MAŚLANY
jajko
2/3 szkl drobnego cukru
kostka masła
1/3 szklanki kakao
1 łyżka spirytusu
Jajko ubijam w kąpieli wodnej z cukrem do puszystości. Kiedy będzie ok, dodaję po trochu do ubitego wcześniej na puch masła. Dodaję kakao, miksuję nie za szybko. Na koniec dodaję spirytus.
Przełożyłam go konfitura wiśniową.
Polewę wzięłam od ChilliBite, tej której używa do tego świetnego murzynka. Cytuję:
Po złożeniu tortu i oblaniu go polewą, boki posypałam kolorową posypką, a na górze zrobiłam rant z lentilków.
Kotki kupiłam na Allegro.
Tort miał być czekoladowy z tradycyjną masa maślaną.
Blaty zrobiłam z tego przepisu, a krem maślany jak niżej.
KREM MAŚLANY
jajko
2/3 szkl drobnego cukru
kostka masła
1/3 szklanki kakao
1 łyżka spirytusu
Jajko ubijam w kąpieli wodnej z cukrem do puszystości. Kiedy będzie ok, dodaję po trochu do ubitego wcześniej na puch masła. Dodaję kakao, miksuję nie za szybko. Na koniec dodaję spirytus.
Przełożyłam go konfitura wiśniową.
Polewę wzięłam od ChilliBite, tej której używa do tego świetnego murzynka. Cytuję:
Domowa polewa czekoladowa
110g cukru
30g wody
125g masła (kiedyś używałam margaryny Kasi)
20g ciemnego kakao - używam Decomorreno
Wszystkie składniki rozgrzej w rondelku i gotuj na małym ogniu 5 minut.
Odstaw do przestudzenia i gdy polewa już całkiem wystygnie, pokryj nią
ciasto.
Po złożeniu tortu i oblaniu go polewą, boki posypałam kolorową posypką, a na górze zrobiłam rant z lentilków.
Kotki kupiłam na Allegro.
niedziela, 23 lutego 2014
torcik śmietankowo jeżynowy
Mamusia miała urodziny, w związku z czym wyczarowałam jej trocik lekki jak chmurka.
Bezy upiekłam dwa tygodnie wcześniej i zamknęłam w szczelnym pojemniku.
Biszkopt rzucany upiekłam dzień wcześniej.
Tort przełożyłam masą z mascarpone i bitej śmietany, którą zapożyczyłam stąd i konfiturą jeżynową. Blaty nasączyłam żubrówką z sokiem jabłkowym. Wyszedł super!
Bezy upiekłam dwa tygodnie wcześniej i zamknęłam w szczelnym pojemniku.
Biszkopt rzucany upiekłam dzień wcześniej.
Tort przełożyłam masą z mascarpone i bitej śmietany, którą zapożyczyłam stąd i konfiturą jeżynową. Blaty nasączyłam żubrówką z sokiem jabłkowym. Wyszedł super!
![]() |
| Na zdjęciu beza zaczyna trochę płakać, ale to dlatego, że była zamknięta kilka godzin w mojej pracowej lodówce. |
niedziela, 16 lutego 2014
tort urodzinowy
Ten tort okazał się koszmarem. We czwartek zadzwoniła do mnie znajoma, że na sobotę potrzebuje tort. Ok, da się zrobić. Tort miał być czekoladowo waniliowy z masą maślaną i w kształcie samochodziku. Musiałam ostrożnie dobierać składniki, bo dzieci są uczulone na wiele produktów. Wydaje mi się, że gdybym miała więcej czasu na myślenie, nie zdecydowałabym się na masę cukrową. W ogóle cały tort zrobiłabym inny. Ale zrobiłam tak:
Biszkopt rzucany upiekłam w tortownicy. Przekroiłam na trzy części i odcięłam boki, które następnie postawiłam na sztorc i dało to efekt "garbuska". Masę zrobiłam z dwóch budyni waniliowych rozpuszczonych w połowie wymaganej na opakowaniu wody/mleka, roztopionej tabliczki czekolady i kostki masła. Blaty, wcześniej nasączone lemoniadą z wody, cytryny i cukru, posmarowałam czekośliwką, czyli powidłami śliwkowymi z kakao. Tort złożyłam do kupy i wstawiłam do lodówki. Chyba jednak na zbyt krótko, bo kiedy kładłam plastelinę, krem się ciapkał.
Plastelinę, czyli masę cukrową zrobiłam wg. tego przepisu. Rozwałkowałam i niestety się targała. Miałam ogromny problem, żeby nałożyć całość, bez dziur, na tort. Musiałam sztukować, tj. moczyć dłonie i pocierać. Małe kawałki masy rozcierać w mokrych palcach i doklejać do dziur, potem "szlifować" łyżeczką na błysk. Napis jest z lukru w pisaku, a koła z ciastek.
Podsumowując - to był mój pierwszy i ostatni tort z masą cukrową. Nie lubię jej ani w smaku, ani w pracy.
Biszkopt rzucany upiekłam w tortownicy. Przekroiłam na trzy części i odcięłam boki, które następnie postawiłam na sztorc i dało to efekt "garbuska". Masę zrobiłam z dwóch budyni waniliowych rozpuszczonych w połowie wymaganej na opakowaniu wody/mleka, roztopionej tabliczki czekolady i kostki masła. Blaty, wcześniej nasączone lemoniadą z wody, cytryny i cukru, posmarowałam czekośliwką, czyli powidłami śliwkowymi z kakao. Tort złożyłam do kupy i wstawiłam do lodówki. Chyba jednak na zbyt krótko, bo kiedy kładłam plastelinę, krem się ciapkał.
Plastelinę, czyli masę cukrową zrobiłam wg. tego przepisu. Rozwałkowałam i niestety się targała. Miałam ogromny problem, żeby nałożyć całość, bez dziur, na tort. Musiałam sztukować, tj. moczyć dłonie i pocierać. Małe kawałki masy rozcierać w mokrych palcach i doklejać do dziur, potem "szlifować" łyżeczką na błysk. Napis jest z lukru w pisaku, a koła z ciastek.
Podsumowując - to był mój pierwszy i ostatni tort z masą cukrową. Nie lubię jej ani w smaku, ani w pracy.
Edit z 06-03-2014:
Wprawdzie zaparłam się, że już nigdy przenigdy nie zrobię tortu z masą cukrową, to nie szkodzi, żeby czytać o technikach. I tu znalazłam świetny instruktaż, jak takową masę kłaść i już widzę jakie błędy popełniłam, że to dziadostwo nie chciało się ładnie ułożyć... polecam!
niedziela, 5 stycznia 2014
wprawka
Cieszę się jak znajomi mają urodziny. Dla mnie to kolejna okazja do tortowych wprawek. Tym razem letni tort jak zwykle od Doroty.
Początkowo chciałam zrobić go po swojemu - czekoladowy biszkopt i no właśnie. Co można zmienić w dziele, którego nie trzeba zmieniać? Koniec końców zdecydowałam się na ciasto dokładnie jak w przepisie tylko blaty nasączyłam wiśniówką, ale następnym razem zdecyduję się jednak na biszkopt - ciasto będzie lżejsze, bo to jest mięsiste.
Krem - jak zawsze lekki. Owoce do dekoracji wyjęłam z mieszanki kompotowej. Już wyobrażam sobie efekt końcowy po przybraniu świeżymi. Acha, ciasto piekłam w 18 cm tortownicy, modląc się, żeby wyrosło prawidłowo. Wyrosło, a ja dzięki temu miałam 4 blaty, więc wyszło mi 1,5 tortu, jeden cały dla urodzinowej ciotki, a połówka dla A na spróbowanie.
Początkowo chciałam zrobić go po swojemu - czekoladowy biszkopt i no właśnie. Co można zmienić w dziele, którego nie trzeba zmieniać? Koniec końców zdecydowałam się na ciasto dokładnie jak w przepisie tylko blaty nasączyłam wiśniówką, ale następnym razem zdecyduję się jednak na biszkopt - ciasto będzie lżejsze, bo to jest mięsiste.
Krem - jak zawsze lekki. Owoce do dekoracji wyjęłam z mieszanki kompotowej. Już wyobrażam sobie efekt końcowy po przybraniu świeżymi. Acha, ciasto piekłam w 18 cm tortownicy, modląc się, żeby wyrosło prawidłowo. Wyrosło, a ja dzięki temu miałam 4 blaty, więc wyszło mi 1,5 tortu, jeden cały dla urodzinowej ciotki, a połówka dla A na spróbowanie.
Edit 14.04.2014 - zrobiłam go drugi raz. Okazał się równie pyszny :)
![]() |
| Marta dzięki za zdjęcia! |
sobota, 21 grudnia 2013
tort bez okazji
Robiłam ciasteczka i zostało mi dużo białek. Postanowiłam więc zrobić tort bezowy. Kilka razy się już do niego przymierzałam, ale nie wiedziałam znowu, co później zrobić z żółtkami ;)
"A. zrobiłam ci tort bezowy!"
"A. zrobiłam ci tort bezowy!"
"Nienawidzę bezy!".
Przepis wzięłam od White Plate z książki "Słodkie", z której zresztą uczę się ostatnio angielskiego przyprawiając moich nauczycieli o wariactwo, bo ileż można gadać o jedzeniu? Oj można, można! I w koło Macieju what's the difference between dehydrated and desiccated coconut flakes, what's the difference between, what's the diff...
TORT BEZOWY JUSTYNKI (chyba taką nazwę nosi w książce) ciut zmieniony przeze mnie, ale nie znacznie :)
BEZA
3 białka
szklanka cukru pudru
KREM
1 szklanka śmietanki 36%
1 łyżeczka żelatyny
1 łyżka ciepłej wody
pół tabliczki gorzkiej czekolady
dżem z czerwonej porzeczki (w oryginale z czarnej)
Białka ubiłam na sztywno po czym łyżka po łyżce, delikatnie, ciągle miksując, dodawałam cukier, aż białka stały się sztywne i lśniące. Na papierze do pieczenia odrysowałam okręgi o średnicy 10 cm. Masę podzieliłam na dwa i wyłożyłam na okręgi. Piekarnik rozgrzałam wcześniej do 170 stopni i w tej temperaturze piekłam 5 minut, potem zmniejszyłam do 140 i piekłam 10 min, potem 120 i 5 minut. Moja beza była jeszcze wilgotna, więc piekłam ciut dłużej.
Cytuję za White Plate:
Nie będę przekonywać, że beza jest łatwa i nie przysparza
problemów. Wręcz przeciwnie, czasem najprostsze rzeczy są
najtrudniejsze.
Zanim zaczęła mi wychodzić tak, jak trzeba, zaliczyłam wiele porażek,
popełniłam tysiąc błędów, potem skubiąc okruchy ciasta z papieru do
pieczenia.
Najważniejsze jest to, żeby ubić ją tak, jak trzeba - nie za bardzo,
bo beza, która jest ubijana za długo, może opaść i dać dokładnie taki
sam efekt jak ta, która jest płynna. I tu, podobnie jak w przypadku
innych "prostych" rzeczy, trzeba zdać się na doświadczenie (albo
poprosić kogoś, kto umie ją robić, żeby pokazał nam, jak :)
i dalej:
Zawsze powtarzam wszystkim, którzy korzystają z moich przepisów, jak
ważne jest to, by poznać swój piekarnik. W jednym to samo ciasto będzie
gotowe w 20 minut, w innym potrzeba na to czterdziestu. I nie chodzi tu o
to, czy piekarnik jest stary i wysłużony, czy też nowoczesny,
wyposażony w zaawansowane technologicznie funkcje.
W przypadku bezy sprawa piekarnika wydaje się kluczowa.
W poprzednim mieszkaniu zwykłam piec bezowe krążki w wysokiej temperaturze, zmniejszając ją podczas pieczenia. Później okazało się, że ta metoda nie zawsze sprawdza się u innych - beza zbyt szybko się rumieni i zamiast białej, jest brązowa. Z kolei ja nie byłam w stanie piec w tym piekarniku w polecanych przy bezach, niskich temperaturach. Otrzymywałam gumowe, niewyrośnięte placki.
Teraz z kolei, zamiast pieczenia w ten sposób, suszę bezy w niskiej temperaturze (100-120 st C) i taka metoda odpowiada mi teraz najbardziej.
W przypadku bezy sprawa piekarnika wydaje się kluczowa.
W poprzednim mieszkaniu zwykłam piec bezowe krążki w wysokiej temperaturze, zmniejszając ją podczas pieczenia. Później okazało się, że ta metoda nie zawsze sprawdza się u innych - beza zbyt szybko się rumieni i zamiast białej, jest brązowa. Z kolei ja nie byłam w stanie piec w tym piekarniku w polecanych przy bezach, niskich temperaturach. Otrzymywałam gumowe, niewyrośnięte placki.
Teraz z kolei, zamiast pieczenia w ten sposób, suszę bezy w niskiej temperaturze (100-120 st C) i taka metoda odpowiada mi teraz najbardziej.
Krem: w kąpieli wodnej rozpuściłam czekoladę. Żelatynę rozpuściłam w wodzie. Zabrałam się za bitą śmietanę. Pamiętajcie, że śmietanka musi być baaardzo zimna! Ubiłam ją ładnie i dodałam żelatynę, a następnie czekoladę. Piana ma być sztywna! Włożyłam do lodówki na czas kiedy piekły się i studziły bezy. Kiedy były gotowe, dolny blat posmarowałam dżemem z czerwonej porzeczki. Na niego wyłożyłam krem czekoladowy, przykryłam blatem i posmarowałam z góry dżemem. Pychota. Dobrze, że A. nie chciał - było więcej dla mnie! :)
| A taki miałam widok z okna rano o 7.15 :) |
piątek, 6 grudnia 2013
tort kokosowy
Zrobiłam drugi w swoim życiu tort. I to na zamówienie! Hoho! Cukiernik ze mnie rośnie! Nie miałam z nim żadnych problemów, oprócz tego, że podczas robienia masy trochę się wstawiłam likierem kokosowym, taki dobry!
niedziela, 20 października 2013
prezent urodzinowy dwa
Okazuje się, że prezenty jadalne są najlepszymi prezentami. Szczególnie kiedy zrobi się je z troską, chęcią, parą. Kilka tygodni temu u Doroty zobaczyłam tort i od razu wiedziałam że i dla kogo go zrobię. Tatę mam fajnego, dowcipnego, wyluzowanego. Pływa na łódkach. Lubi życie i dobrą zabawę. Jest mój kochany. I ma urodziny 16go października.
Biszkopty piekłam po dwa za jednym razem. Przepisu na biszkopt nie zmieniałam. Pogmerałam jedynie w masie. Biszkopty nasączyłam syropem spod brzoskwiń (3/4 szklanki) zmieszanym z 100 ml wódki. Do mascarpone i bitej śmietany (świetne rady znajdziecie na Kotlecie) dodałam żelatyny, żeby masa dłużej się trzymała. Do połowy masy wrzuciłam drobno pokrojone brzoskwinie, skórkę cytrynową i sok z połowy cytryny. Po wysmarowaniu tortu niebieskim kremem boki obsypałam kokosem, a na górę wrzuciłam łódeczkę z brzoskwini. Smak nie jest rewelacyjny, ale w tym torcie nie o smak chodzi.
Efekt piorunujący, nawet dla mnie. Kiedy tata go rozkrawał cała się trzęsłam. Zaskoczenie na twarzy taty. Śmiech wszystkich wkoło. To najlepsza nagroda dla mnie, mimo że tort był trochę krzywy. Ale to był mój... pierwszy tort, więc tę krzywość chyba można mu wybaczyć ;)
Uważajcie na pracę z barwnikami. Palce mam niebieskie do teraz, a ścierki kuchenne we wszystkich kolorach tęczy.
Biszkopty piekłam po dwa za jednym razem. Przepisu na biszkopt nie zmieniałam. Pogmerałam jedynie w masie. Biszkopty nasączyłam syropem spod brzoskwiń (3/4 szklanki) zmieszanym z 100 ml wódki. Do mascarpone i bitej śmietany (świetne rady znajdziecie na Kotlecie) dodałam żelatyny, żeby masa dłużej się trzymała. Do połowy masy wrzuciłam drobno pokrojone brzoskwinie, skórkę cytrynową i sok z połowy cytryny. Po wysmarowaniu tortu niebieskim kremem boki obsypałam kokosem, a na górę wrzuciłam łódeczkę z brzoskwini. Smak nie jest rewelacyjny, ale w tym torcie nie o smak chodzi.
Efekt piorunujący, nawet dla mnie. Kiedy tata go rozkrawał cała się trzęsłam. Zaskoczenie na twarzy taty. Śmiech wszystkich wkoło. To najlepsza nagroda dla mnie, mimo że tort był trochę krzywy. Ale to był mój... pierwszy tort, więc tę krzywość chyba można mu wybaczyć ;)
Uważajcie na pracę z barwnikami. Palce mam niebieskie do teraz, a ścierki kuchenne we wszystkich kolorach tęczy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












