Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

zupa z pokrzywy

W końcu przyszła wiosna i można zacząć sezon chwastowy. Na inaugurację przygotowałam zupę z pokrzywy.
Pokrzywa ma działanie oczyszczające organizm ze złogów kwasu moczowego, odprowadzania złogów żółciowych przewodów żółciowych, Dzięki za wszystko i czemu odtruwa organizm, zmniejsza nadmierną potliwość, poprawia pracę wątroby i wzmacnia żołądek. Szczególnie cenne jest krwiotwórcze działanie pokrzywy. Działa ona również łagodnie, moczopędnie i dzięki hamowaniu powtórnego wchłaniania w kanalikach nerkowych zwiększa usuwanie chlorków, mocznika i innych szkodliwych produktów przemiany materii. Zawarte w pokrzywie flawonoidy, witamina K i garbniki działają przeciwkrwotocznie oraz powodują gojenie uszkodzonych naczyń włosowatych. Pokrzywa znana jest także ze swego działania przeciwbiegunkowego, przeciwinfekcyjnego, przeciwanemicznego, przeciwgośćcowego i repulsyjnego. Wzmacnia również przemianę materii, zwiększa produkcję czerwonych krwinek i hemoglobiny a także pobudza wytwarzanie enzymów trzustkowych. Wewnętrznie pokrzywa jest środkiem wspomagającym leczenie różnego rodzaju krwawień (krwioplucie, krwiomocz, krwawienie z nosa, hemofilia), anemii, krzywicy, problemów skórnych, chorób pęcherza, nerek, kamicy wątroby, wrzodów żołądka, biegunki a także nieżytu jelit. Zewnętrznie pokrzywa znajduje zastosowanie w leczeniu łojotokowego zapalenia skóry głowy i łupieżu, infekcji jamy ustnej, grzybicy skóry, guzów i narośli a także w różnego rodzaju nadżerkach. (źródło: http://pokrzywa.net.pl/)

ZUPA Z POKRZYWY

1,5 litra bulionu
2 ziemniaki
2 łyżki śmietany
trzy garści młodych pokrzyw - samych czubków, sparzone we wrzątku i zahartowane od razu w zimnej wodzie

W bulionie gotujemy ziemniaki, pod koniec gotowania dodajemy pokrzywę. Gotujemy jakieś 5 minut. Całość miksujemy. Doprawiamy śmietaną, solą, pieprzem. Można jeść z grzankami czosnkowymi.
Smacznego!



piątek, 17 stycznia 2014

zupa

Odczarowywanie czwartku zaczniemy od zupy grochowej. Zastanawiałam się, czy w ogóle o niej pisać, ale... no właśnie, ale. Jest jeden taki składnik, który nazywa się wędzona papryka.
Wspominałam już o niej kilka razy. Zakochałam się w tej przyprawie, bo daje potrawom pysznego dymnego aromatu. W daniach, w których potrzebuję smaku wędzonki, bo bez niego wydają mi się nie pełne, nie muszę wrzucać boczku. Ale bądźcie z nią ostrożni, jest baaardzo intensywna! Dostępna w dwóch wariantach - słodkim i ostrym.
Wyjaśnijmy tu też kwestię mojego gotowania - nie jestem wegetarianką, od święta zjem mięso, ale na co dzień go nie jadam. Nie ze względów ideologicznych, nie dlatego, że mi nie smakuje, po prostu jakoś tak wyszło, że na co dzień go nie potrzebuję.
A wracając do wędzonej papryki - dodaję jej do fasolki po bretońsku, do mussaki, do spagetti z wódką z Książki Kucharskiej Rodziny Soprano (przepis, jak tylko wrócę do glutenu), no i do grochówki. WEGETARIAŃSKIEJ GROCHÓWKI Z WĘDZONĄ PAPRYKĄ
250 g grochu moczę tak długo ile jestem w pracy, czyli 8 godzin
2 marchewki *
pietruszkę
kawałek pora
seler
3 ząbk czosnku
5 kulek ziela angielskiego
2 listki laurowe
5 kulek pierzu
kilka rozgniecionych w dłoni ziaren kolendry
szczypta spora majeranku
pół łyżeczki wędzonej papryki
sól i pieprz

Warzywa obieram, wrzucam do gara z 3 litrami wody, w wodzie jest już groch, który czeka na ugotowanie, po wcześniejszym wypłukaniu z wody, w której się moczył. Dodaję przyprawy, oprócz papryki (ją dodam na końcu) i gotuję do miękkości grochu, jakąś godzinę. Kiedy groch będzie gotowy wyciągam z gara wszystkie warzywa oprócz 1 marchewki. Zupę miksuję. Doprawiam wędzoną papryką, solą i pieprzem. Podaję z groszkiem ptysiowym albo grzankami.

* Wracałam z drugiej zmiany. Godzina 22. Nagle przypomniałam sobie, że miałam kupić marchewkę! W domu została tylko jedna! Oj nałaziłam się zdrowo, ale marchewki nie kupiłam... Grochowa ugotowała się tym razem na jednej.

wtorek, 3 grudnia 2013

burak

Pozostając w temacie barszczu i mojego szału na buraki. Wypróbowałam świetny przepis na barszcz ukraiński. Jest bardzo dobrze doprawiony. Ma wszystko, co barszcz powinien mieć. Mógłby być ciut, ale naprawdę ciut kwaśniejszy. Następnym razem dodam też trochę kapusty. Uwaga on uzależnia!!! O jacie, chyba jutro znów go zrobię. Nieee poczekam na kiszone buraki i wtedy zrobię z nich!


zakwas

Na barszcz! Na buraki! Poczytałam, poczułam i już nie chcę nic innego! Zakwas. To jest to, co Martynki lubią!


Zakwas buraczany to prawdziwe błogosławieństwo dla naszych jelit, które szalenie się przyjaźnią z laktobakteriami (i to aż tak bardzo, że zwyczajnie nie wyobrażają sobie bez nich życia!).
Buraki są szczególnie cenne w porze jesienno-zimowej, kiedy sezonowych warzyw i owoców mamy mało. Z reguły warzywa i owoce przechowywane w chłodniach tracą większość walorów odżywczych, jednak burak jest tu chlubnym wyjątkiem. Bogactwo dobroczynnych związków może przyprawić o zawrót głowy: potas, magnez, wapń, fosfor, żelazo, cynk, antocyjany, betanina, rzadkie mikroelementy (rubid, cez, lit, stront, kobalt), kwas foliowy, witamina C (jej zawartość podczas kiszenia wybitnie rośnie) jak również witaminy z grupy B.
Pół szklaneczki zakwasu dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie. :) A to dlatego, że ma on pełno związków działających
- oczyszczająco,
- antynowotworowo,
- antyanemicznie,
- krwiotwórczo,
- regulujących ciśnienie krwi, przemianę materii, pracę wątroby i nerek,
- odbudowujących florę jelit  (uszczelniając tym samym jelita),
- antybakteryjnych i antywirusowych (ważne podczas przeziębienia),
- odmładzających (dzięki przyspieszeniu syntezy kolagenu) co zainteresuje panie,
- dla panów zaś dodatkowo może być cenna informacja, że zakwas bardzo korzystnie wpływa na ich sprawność seksualną i ogólnie wytrzymałość (także w sporcie).
Taki zakwas można pić taki jak jest, albo też w roli czystego barszczyku: leciutko podgrzany z dodatkiem odrobiny majeranku, sosu sojowego, soku z cytryny i zmiażdżonego czosnku. Można też na jego bazie przyrządzić bogatszą wersję świąteczną czyli barszcz wigilijny (podstawą jest wywar z włoszczyzny i buraków do którego dodajemy nieodzowne grzyby suszone, majeranek, zmiażdżony czosnek oraz, już po wyłączeniu gazu, zakwas).
A kiszonych buraków nie wyrzucamy w żadnym wypadku! To samo zdrowie i grzech cokolwiek wyrzucać. Ja najczęściej kroję je w drobną kosteczkę lub rozdrabniam na wiórki z użyciem malaksera, dodaję czerwonej cebulki, oliwy (lub jogurtu greckiego), posiekanej zieleniny, szczyptę czarnego pieprzu, kurkumy i pieprzu cayenne i mam w parę minut gotową wspaniałą probiotyczną sałatkę. Czasem kroję te buraczki w kostkę i używam jako składnik zupy typu barszcz ukraiński, smakują wybornie w każdej wersji!
źródło:  http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-zrobic-prawdziwy-barszcz-czerwony-na-zakwasie/

sobota, 26 października 2013

czosnkowa

Powiało chłodem i cały fejsbuk zaczął gotować czosnkową. Zabawne do czego może służyć internet - nawet do rozsiewania zachcianek. No więc:

ugotowałam bulion z dwóch marchewek, pietruszki i selera, z liściem laurowym i zielem angielskim.
Do niego rzuciłam półtora główki czosnku, wcześniej obranego i zmiażdżonego w prasce, oraz puszkę pomidorów krojonych i sporą szczyptę tymianku. Co by było bardziej pomidorowe, doprawiłam dwoma łyżkami koncentratu pomidorowego. Marchewkę z bulionu pokroiłam w drobniusieńską kosteczkę i wrzuciłam do zupy.
Fajny rozgrzewacz.



Ciekawa jestem, jak wy robicie czosnkowe, bo wiem, że każdy robi inaczej. Kiedyś jadłam świetną serową - czosnkową. Muszę odtworzyć ten przepis...

piątek, 4 października 2013

przeprosiny

Jest mi bardzo, bardzo przykro, że zaniedbuję bloga, ale ostatnie tygodnie po prostu stanęły na głowie! Przeprowadzka dobiegła końca. Mam nową, ładną, ale mało funkcjonalną kuchnię, póki co bez piekarnika, w której pomału zaczynam się ogarniać. Pierwsze historie, które w niej popełniłam są głównie grzybowe, z racji tego, że wczoraj PIERWSZY RAZ W SWOIM ŻYCIU byłam na grzybach. Przyniosłam dość pokaźny koszyczek głównie podgrzybków i opieniek.

I tak:
Pierwsze było risotto grzybowe: Grzyby duszę na masełku z cebulką, dodaję ryż, zalewam winem, czekam aż wchłonie, a potem po chochelce bulionu, mieszając, dodając skórki z cytryny, trochę soku i tymianeczku. Potem parmezanik, masełko i do brzuszka.
Bulion zrobiłam grzybowy (marchewka, pietruszka, seler, suszone grzyby), trochę mi go zostało, więc dosypałam czerwonej soczewicy, dolałam przecieru pomidorowego, który już pojękiwał w lodówce, że o nim zapomniałam, dodałam dużo papryki słodkiej w proszku i ostrej trochę też i wyszła fajna rozgrzewająca zupka, taka na raz.
na blogu pojawia się coraz więcej wspaniałych zdjęć zrobionych komórką podczas obiadu w pracy ;) w domu po prostu nie mam czasu, umiejętności ani weny stylować potrawy i klepać słit focie ;)

Inny sposób na grzyba to sosik śmietanowy do kaszy, kotletów z kaszy, do makaronu... Grzyby dusimy na maśle, dodajemy śmietankę 36%, tymianek, sól, pieprz i takim sosem polewamy co tam chcemy. Mniam! Zupka jak zupka, ją to chyba każdy umie zrobić. Do bulionu uduszony grzyby hop, chwilę pogotować, zaprawić śmietaną, doprawić i jeść. Grzyby, grzyby! Wiszą mi teraz pod sufitem i się suszą. Będzie na zupki :)
Ach no i jeszcze z małych opieniek mi kilka do zalewy wskoczyło i podgrzybków małych też. Opieńki gotujemy w osolonej wodzie jakieś 20 minut, potem do słoika z cebulą, gorczycą, liściem laurowym i pieprzem. W garze gotujemy zalewę 1:4 octu i wody, na to sól i cukier. U mnie było tak (na trzy małe słoiczki) szklanka wody, 1/4 octu, pół łyżeczki soli, pół łyżeczki cukru. Kiedy się ugotuje zalewamy grzyby, żeby je przykryło, a potem pasteryzujemy jakieś 20 min.
Żeby nie było, że całkiem zgrzybiałam zrobiłam jeszcze powidła ze śliwek, jabłek i gruszek, bez cukru zainspirowana fejsbukowym wpisem White Plate. 1kg śliwek gotowałam 3 dni po godzinę/ dwie dziennie z gruszkami (2kg) i jabłkami (1kg), których nie obierałam, tylko wypestkowałam i pokroiłam w kostkę.
Poza tym zasłoikowałam gruszkę z imbirem i cytryną od Bea w kuchni. Niestety jak zwykle kapnęłam się po fakcie, że proporcje są nie "moje", bo ja wole mniej cukru, dlatego moim zdaniem ta konfitura wyszła za słodka.
Nastawiłam tez nalewkę z bzu. Za kilka miesięcy będzie, że hoho!
Dziś stawiamy cydr.
Na patelni robi się farsz do samosów, które z racji tego, że nie mam piekarnika upiekę u mamy (nie lubię smażonych), ale to historia na inny raz.

A na koniec, szybki przepis na NALEŚNIKI Z BURAKAMI. Tak, tak z BURAKAMI (moja babcia baaardzo dziwnie na mnie spojrzała kiedy powiedziałam jej co jadłam na obiad...) i kozim serem.



3 duże buraki ugotowane/ upieczone i starte na dużych oczkach.
opakowanie koziego twarożku
pół opakowania ricotty
czosnek - nie za dużo, żeby nie przyćmiło smaku koziego serka
sól, pieprz
naleśniki (wiadomo - mąka, mleko, jajko, sól)

Starte buraki mieszamy z serkami, czosnkiem, solą i pieprzem, pac na naleśniki, zrolować i zjeść!

środa, 18 września 2013

a kuku!

Jesień. Pieczone papryki, bakłażany. Ziemniaki z ogniska. Kukurydza!
Dziś w zupie.
Ostrej jak jasny gwint.
Meksykańskiej.
Arriva!



ZUPA Z KUKURYDZY NA OSSSTRO

szklanka kukurydzy ugotowanej/upieczonej (w folii) oczywiście odciętej z kolb albo z puszki
bulion warzywny jakiś litr
4 łyżki śmietany
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki imbiru
2 zmiażdżone ząbki czosnku
duże pół łyżeczki ostrej papryki
chili pocięta na plasterki
sól i pieprz

Do gotującego się bulionu wrzucam kukurydzę i przyprawy. Gotuję chwilkę, dosłownie żeby się kukurydza podgrzała i ciutkę zmiękła. Miksuję wszystko. Dodaję śmietanę. Jeśli mam kolendrę lub pietruszkę to posypuję po górze i jem omniomniom z chlebusiem jakimś dobrym!

niedziela, 15 września 2013

Najlepsza!

Tak mi się chciało zupy z ryby! Problem był, czy ostrą węgierską, czy kremową kokosową. Że jestem fanką kremowości wyszła ta, z dorszem, stąd, najlepsza!



Nic więcej nie napiszę, tylko się rozpłynę.

wtorek, 10 września 2013

kalafiorowa zabawa

Tym razem tradycyjna. Kalafiorowa wersja pierwsza.Bo wersji jest dużo. Tyle ile kalafiorów.



KALAFIOROWY KREM

pół średniego kalafiora
włoszczyzna
kminek mielony, sól, pieprz
około 3-5 łyżek śmietanki 30% albo 36% jak jest w lodówie, a jak nie ma to bez, bo nie jest konieczna

Z włoszczyzny robię wywar, do którego następnie wrzucam kalafior, ćwiartkę łyżeczki kminku, sól, pieprz. Gotuję około 10-15 minut. Studzę. Miksuję. Próbuję. Doprawiam. Jak mam śmietanę to wlewam. Przed obiadem podgrzewam, robię grzanki i jem.

Czasem się zastanawiam po co właściwie zamieszczam takie proste przepisy, które w dodatku są mało precyzyjne. Chyba po to, żeby osoba, która dopiero zaczyna gotować, zobaczyła, że zazwyczaj gotowanie to jest robienie czegoś na oko. Intuicyjnie. Że nie muszę mieć dokładnie odważonych proporcji, że jak nie dodam jednego składnika lub go zmienię, to danie też się uda. Chciałabym, żeby ludzie przestali bać się gotować. Żeby znaleźli w tym zabawię.

niedziela, 1 września 2013

dzień targowy



Uwielbiam sobotnie wyprawy na targ. Nie będę pisała dlaczego, bo to oczywiste. Każda kulinarna maniaczka wie o czym mówię, więc nie będę się tu podniecać. W ostatnią sobotę poszła ze mną mama. I bardzo dobrze, bo wpadłam w jakiś obłęd, poczułam koniec lata i nagle chciałam kupić WSZYSTKO, żeby nic mi czasem nie umknęło. Żeby się najeść na zapas, żeby pozamykać w słoiczkach, żeby zapamiętać. Kiedy chciałam kupować składniki na przyszłotygodniowy obiad(!) mama powiedziała „Dość!”. Powłócząc nogami, targałam te siaty i mamrotałam pod nosem, że jeszcze bym to kupiła i tamto i że zapomniałam… Ale i tak jest cudnie, bo i szpinak i patisony i dynie i brusznica i…



FASOLOWA Z KOLOROWEJ FASOLKI
(zamieszczam zdjęcie fasolki przed ugotowaniem, bo po ugotowaniu zupa przybiera absolutnie niefotogeniczny kolor pomyj)

ok. 25 dag fasolki
włoszczyzna (dwie marchewki, pietruszka, kawałek selera)
liść laurowy
ziele angielskie
majeranek
czosnek
papryka mielona słodka i ostra
sól
pieprz

Z warzyw, ziela i liścia robię bulion. Doprawiam go do smaku solą i pieprzem. Gotuję w nim fasolkę – nie długo, świeża fasolka gotuje się około 30 do 45 minut i… jem! :) Smacznego!

99 luftballons ;)


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

podrzędny żart

Wpisując w wyszukiwarkę "zupa z dyni" wyszła mi "dupa z dyni". Uśmiechnęłam się, bo zobaczyłam siebie, mającą lat 9, 10, nawet 11, śmiejącą się do rozpuku wraz z kolegami z klasy z tego, jaki fajny żart mi wyszedł. Przed oczami przeleciały mi te wszystkie idiotyczne i bezsensowne dzisiaj rozmowy, które przeprowadzaliśmy, psikusy, które wymyślaliśmy. Granie w gumę przed matmą, froterowanie kolanami i rzeczoną "dupą" szkolnych korytarzy w pościgu za kimś. Z rozpędu przeglądnęłam nawet kilka zdjęć z tego czasu, gdzie występujemy w dresach z Myszką Miki, fryzury mamy poprzycinane jak od garnka, a miny najgłupsze, na jakie tylko pozwoliły nasze twarze. Z takim oto rozrzewnieniem wspominkowym gotowałam tę zupę. Zupę w kolorze lamperii w szatni mojej "pedałówy".



ZUPA Z DYNI NAJPROSTSZA

ok. 300 ml bulionu
1 kg dyni pokrojonej w kostkę, bez skóry
1/2 łyżeczki kolendry
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
trochę czosnku
pół papryczki chili
sól, pieprz do smaku
jogurt lub kwaśna śmietana do polania przed podaniem

W garnku, w którym będziemy gotować zupę, na oliwie podsmażamy lekko chili z czosnkiem. Dodajemy przyprawy i jak zaczną pachnieć wrzucamy dynię, zalewamy bulionem i gotujemy do miękkości. Jak będzie w sam raz miksujemy i jemy. Najprostsza zupa świata! Smacznego.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Pomidory w mojej głowie, pomidory, pomidory!

Wchodzę do zieleniaka i co widzę? Pomidory za złoty dziewięćdziesiąt. Pomidory za dwa pięćdziesiąt. Pomidory duże, małe, długie, chude, żółte, czerwone, pomarańczowe, zielone. Pomidorowy zawrót głowy!
No więc biorę kilo, biję się z myślami, że to mało, więc biorę drugie, a jeszcze wezmę kilka zielonych do smażenia, a do kanapki przecież też trzeba i jeszcze chciałam zrobić pomidorki confit do makaronu i jeszcze chciałam focaccię z pomidorami i jeszcze chciałam, jeszcze chciałam....



POMIDORÓWKA Z PIECZONYCH POMIDORÓW

około 2 kilogramów pomidorów
około 300 mililitrów bulionu z warzyw
bazylii garść nie za duża i nie za mała, zależy ile kto lubi
podobnie z czosnkiem, kilka ząbków posiekanych
sól, pieprz, cukier, oliwa

Pomidory kroimy na połówki, układamy na blasze, posypujemy solą, pieprzem i skrapiamy oliwą. Pieczemy je około 45 minut w temperaturze około 200 stopni.
Kiedy będą odpowiednio upieczone pozbywamy się skórek, gniazd nasiennych, a następnie blendujemy z bulionem, bazylią i czosnkiem. Doprawiamy cukrem, solą pieprzem.
Można zupę pokropić oliwą, wrzucić trochę grzanek (najlepiej czosnkowych, a jak!).
A potem jeść i cieszyć się, że są. Pomidory o smaku pomidorów, o smaku słońca. Smacznego.

Przepis przeczytałam kiedyś na Kwestii Smaku (http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/pomidory/krem_z_pieczonych_pomidorow/przepis.html), a następnie powtórzyłam z pamięci.
Kwestia Smaku to miejsce skąd bardzo często biorę przepisy, które zawsze wychodzą!