Kupiłam paczkę kaszy bulgur z zamiarem zrobienia niezniszczalnego "że niby primavera" (tak, wiem że jestem z tym już nudna, ale co poradzę, że mogłabym to jeść w kółko...).
No więc, patrzę na etykietę szukając wskazówek, jak tę kaszę ugotować, no i okazuje się, że mam kłopot. Na opakowaniu widnieje informacja, żeby na 30 minut przed przygotowaniem zalać kaszę wodą. Tyle. Nie trzeba gotować???
Odpalam internet w poszukiwaniu dalszych informacji i co znajduję? Informacyjny chaos.
Jedyne, co tak naprawdę mi pomogło, to wpis Klaudyny (dzięki Klaudyna!).
Okazuje się, że bulgur bulgurowi nie równy. Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę, czy kasza jest drobna, czy gruba (nie wiedziałam, że jest kilka rodzajów - w sklepie była jedna paczka). Generalnie wystarczy (szczególnie przy drobnej), jeśli zalejemy ją wrzątkiem jak kuskus i poczekamy, aż wchłonie płyn! Grubą kaszę możemy pogotować pod przykryciem 3-6 minut i potem dać jej odpocząć pod kołderką jak jaglance.
Kilka wpisów, które znalazłam podaje, że trzeba ją gotować 20-30 minut!!! O mamo! Nie chcę wiedzieć, co by z tego powstało!!!
A teraz doza informacji o samej kaszy:
- zawiera sporo białka i niewiele tłuszczów.
- ma niski indeks glikemiczny to znaczy, że nie powoduje gwałtownych skoków poziomu cukru we krwi i daje uczucie sytości na długo.
- obniża cholesterol.
- ma jedną z największych zawartości błonnika - a, wiadomo, on zapobiega zaparciom, zazwyczaj jest dobry dla jelit i podobno zapobiega nowotworom okrężnicy :)
- ma dużo witaminy B i kwasu foliowego, magnezu, żelaza i fosforu.
Jak już wszystko wiecie, to czarujcie! Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ?. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 marca 2014
środa, 16 października 2013
konkurs!
Jeśli ktoś mi powie, co jest w misce i co z tego będzie za 6 tygodni, dostanie fajną nagrodę.
Odpowiedzi proszę pisać w komentarzach do przyszłej środy tj. 23go do 18:00.
Zwycięzcę wylosuje kot Waldek.
________________________________________________________________
Odpowiedzi proszę pisać w komentarzach do przyszłej środy tj. 23go do 18:00.
Zwycięzcę wylosuje kot Waldek.
________________________________________________________________
Tam tara tam!
Dziękuję bardzo za odpowiedzi!
Dwie były wybitnie zabawne, jedna otarła się o wygraną, a jedna... WYGRAŁA!
Bo tak, była tylko jedna poprawna odpowiedź w tym konkursie!
Brzmiała: PIERNIK!
Brzmiała: PIERNIK!
And the winner is!
ZUZA STO!
Skontaktuję się z Tobą przez FB i powiem, jak odebrać nagrodę,
którą jest zestaw 4 słoiczków, które wykonałam sama z pasją i sercem i buteleczka cydru.
niedziela, 13 października 2013
niedziela, 18 sierpnia 2013
Piękny początek
Dużo notatek, myśli i zdjęć nagromadziło się po kątach od rozpoczęcia mojej zabawy z kuchnią. Nie chcę stracić fajnych pomysłów, wspomnień, stąd Ruskie.
Od razu zastrzegam, że nie jestem wyśmienitą kucharką. Większość przepisów na tym blogu nie będzie moja. Dużo powstaje z jakiegoś doświadczenia, zasłuchania, intuicji - bo gdzieś, kiedyś jadłam, widziałam. W miarę możliwości będę wklejać linki, podawać autorów. Część będzie nie udana, nie dosolona, przypalona. Bo tak gotuję - nieudacznie.
Na Ruskich nie będzie jak na wszystkich lansiarskich blogach o jedzeniu. Zdjęć nie umiem robić i nie mam dobrego aparatu, więc nie oczekujcie cudów. Poza tym, nie mam za dobrego zmysłu estetycznego, nie lubię bawić się w kompozycje, przybieranie potraw. Chodzi o to, żeby przedstawić co zrobiłam. Najważniejszy jest smak, a nie koronki. Zdaję sobie sprawę, że to (jeśli nie kwestie poruszone wcześniej) dyskwalifikuje mnie jako kucharza z prawdziwego zdarzenia. Bliżej mi do kuchary ze stołówy, co paćka łygą ciamry z mamrami na talerz i wrzeszczy "RUSKIE RAZ!".
Nie będę pisać regularnie, ale postaram się jak najczęściej.
Może czasami wrzucę jakąś anegdotkę.
Proszę o wyrozumiałość.
Co złego to nie ja.
Wracam do garów.
Od razu zastrzegam, że nie jestem wyśmienitą kucharką. Większość przepisów na tym blogu nie będzie moja. Dużo powstaje z jakiegoś doświadczenia, zasłuchania, intuicji - bo gdzieś, kiedyś jadłam, widziałam. W miarę możliwości będę wklejać linki, podawać autorów. Część będzie nie udana, nie dosolona, przypalona. Bo tak gotuję - nieudacznie.
Na Ruskich nie będzie jak na wszystkich lansiarskich blogach o jedzeniu. Zdjęć nie umiem robić i nie mam dobrego aparatu, więc nie oczekujcie cudów. Poza tym, nie mam za dobrego zmysłu estetycznego, nie lubię bawić się w kompozycje, przybieranie potraw. Chodzi o to, żeby przedstawić co zrobiłam. Najważniejszy jest smak, a nie koronki. Zdaję sobie sprawę, że to (jeśli nie kwestie poruszone wcześniej) dyskwalifikuje mnie jako kucharza z prawdziwego zdarzenia. Bliżej mi do kuchary ze stołówy, co paćka łygą ciamry z mamrami na talerz i wrzeszczy "RUSKIE RAZ!".
Nie będę pisać regularnie, ale postaram się jak najczęściej.
Może czasami wrzucę jakąś anegdotkę.
Proszę o wyrozumiałość.
Co złego to nie ja.
Wracam do garów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)