Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 maja 2014

pierwsze w tym roku przetwory!!! rabarbar i kwiat czarnego bzu

Trzeba szykować formę, bo sezon przetworowy już... rozpoczęty!
Jak ja się cieszę! Uwielbiam robić słoiki. Bardzo ciężka robota, męczę się przy nich fizycznie, jak przy mało czym, ale naprawdę to lubię!
Dziś rano pobiegłam zrywać bez. Nastawiłam bzowego szampana, zrobiłam lemoniadę i dżem, który planowałam już od listopada hehe. Wyszedł rewelacyjny! Jak truskawki stanieją, podmieńcie nimi rabarbar.

DŻEM Z RABARBARU I KWIATÓW CZARNEGO BZU
1,5 kg obranego rabarbaru
1 kg curku
1/2 opakowania żelfiksu lub czegoś podobnego
15 baldachimów kwiatów czarnego bzu

Rabarbar pokrojony w cząstki zasypujemy cukrem i czekamy z godzinę, dwie, aż puści sok. Jak puści zaczynamy gotować. Jeśli jest za gęsto możemy podlać ciutką, ale naprawdę ciutką wody. Kiedy z rabarbaru zrobi się taki rzadki syrop (15 min?) dodać bzu i gotować jeszcze około 15 minut. Pod koniec dodać żelfiksu i gotować kolejne 5 minut. Całość wlać do wyparzonych słoików, porządnie zakręcić i pasteryzować około 20 minut. Z takiej ilości wyszło mi 9 słoików na oko 200 ml :).

Smacznego!

Rabarbalove

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

leśne skarby - kiszony czosnek niedźwiedzi, syrop z fiołków i krystalizowane fiołki i pierwiosnki

Poszłam tam gdzie powiedział D. Szłam przez łąkę i mruczałam pod nosem, że pewnie i tak nic nie znajdę. A jeszcze się zgubię, bo taką mam tendencję. Minęłam dwa bażanty, które drąc się wniebogłosy podskakiwały jak potłuczone. Przeszłam przez pierwszą ścianę drzewek a tam... zaparło mi dech w piersiach od smrodu czosnku, który uwielbiam i od widoku jego niekończących się dywanów. Zaczęłam się schylać po pierwsze liście, a spomiędzy zaświeciły do mnie fiołki. Kurcze! Byłam w raju!
Czosnek ukisiłam. Zwinięty w rulony po kilka listków i dobrze ubity w słoju, zalałam letnią wodą z łyżeczką soli himalajskiej. D. mówi, że nie potrzebnie. Że gdybym dobrze ubiła, czosnek puściłby swój naturalny sok, jak kapusta. Spróbujemy w przyszłym roku.
Najładniejsze fiolki skrystalizowałam do tortu, na który mam zamówienie końcem kwietnia. Dodałam do nich pierwiosnki, które znalazłam za pobliskiej łące, po której zresztą zaraz po zerwaniu pierwiosnków, goniły mnie wściekłe psy, sięgające mi wprawdzie do połowy łydki, ale strasznie rozwrzeszczane, więc prawidłowo budzące grozę.
Z tych mniej ładnych zrobiłam syrop. Nie wiem dlaczego nie udało mi się uzyskać odpowiedniego koloru. Trochę szkoda, ale i tak najważniejsze, że jest aromat!
Co to była za wyprawa! Mam apetyt na więcej!



Moja wersja koloru fiołkowego ;)

sobota, 25 stycznia 2014

w żywiole

Jak część z Was pewnie już wie, uwielbiam robić dżemy. Spokojnie mogłabym pracować w fabryce dżemów. Teraz machnęłam 7 słoików pomarańczowego. Póki co klasyczny. W przyszłym tygodniu zrobię z imbirem i kardamonem.
2 kilogramy pomarańczy sparzyłam i porządnie wyszorowałam. Obieraczką obrałam pomarańczową skórkę z 2/3 pomarańczy, jak najcieniej, żeby nie było na niej za dużo białego. Skórki drobno posiekałam. Resztę białego obdarłam z cząstek, cząstki pokroiłam na kawałeczki, nie za małe, ale tak jeden księżyc na trzy. Wszystko wrzuciłam do gara, zasypałam kilogramem cukru i gotowałam ponad godzinę, aż skórki zmiękły. Kiedy były ok, zasypałam torebką żelfiksu. Przelałam dżem do wyparzonych słoików i pasteryzowałam około 40 minut. Gotowe!

ser panir

Zachęcona prostotą wykonania paniru, który pokazała Vegazone postanowiłam niezwłocznie go zrobić. Dorwałam dwa litry mleka od krowy (mimo, że wszyscy piszą, że można robić z pasteryzowanego, NIE UHTego, chciałam żeby mój pierwszy ser był z krowiego, żebym potem miała porównanie) i zrobiłam. Wykonanie trwało tyle co mycie garów - mleko się zagotowało, dolałam soku z cytryny, delikatnie zamieszałam i... gotowe. Przelałam na sitko wyłożone gazą, pozwoliłam mu odpocząć, a po dwóch godzinach mogłam spokojnie kłaść go na kanapkę. Pyszota! Czuję się mocno zachęcona do dalszej produkcji - już oglądam podpuszki ;)
Smacznego!!!

sobota, 21 grudnia 2013

pan śledź

Nie ma świąt bez śledzia. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie zjeść srebrnego, otoczonego cebulką i oliwą w wigilijny poranek. W pierzynce śmietany na kolację dzień wcześniej. Po skandynawsku z musztardą na obiad. Propozycji na śledzia jest tak wiele, że nie wiadomo na co się zdecydować. Kto czyta Kukbuka ten wie, że śledź może nawet przybrać postać bezy!
Śledź ma dużo witaminy D i uwaga - polepsza nastrój, polepsza pamięć i koncentrację! Opóźnia demencję!
Śledź na wszystko.
Kilogram śledzi wymoczyłam w mleku. Po tej operacji połowę zanurzyłam w oleju rzepakowym przekładając warstwy cebulą pokrojoną w cienkie pióra i przesypując ziarnami kolendry i czarnego pieprzu. Drugą połowę włożyłam do słoja ze szklanką śmietany 18% trzema łyżkami musztardy rosyjskiej, cebulą w pióra sparzoną i posiekanymi kaparami. Niech się to marynuje teraz troszkę i dziś na kolację będzie uczta!
hi! my name is herring and I live in a jar!


witaminy B6, B12, żelaza, cynku, miedzi, fosforu i jodu
witaminy B6, B12, żelaza, cynku, miedzi, fosforu i jodu
witaminy B6, B12, żelaza, cynku, miedzi, fosforu i jodu

piątek, 20 grudnia 2013

do pasztetu, do kotleta, do wyjadania ze słoiczka

Mam parcie na pomarańcze. Świeży smak, zapach zwalający z nóg, słodycz. Niedługo będę pakować je do słoików pod postacią konfitury, tym czasem zaczarowana propozycją Ani zrobiłam takiego oto czatneja na święta. Omniomniom!

czwartek, 5 grudnia 2013

na ossstro

Do wcinania z wędlinką, czy innymi cudami przy świątecznym stole, kiedy słodkości wychodzą już nosem. Na sylwestra, do wódki, do piwa, na chandrę.
Otwieram ja, proszę ja ciebie, ten słoiczek, wytrzeszczam oczy, zapijam piwem, do tego grissini i już mam piąteczek jak znalazł!

OSSSTRA PAPRYCZKA MARYNOWANA W OLEJU RZEPAKOWYM

duuużo papryczek chili - u mnie z pół kilo wyszło chyba z 5, czy 6 słoików tych większych niż mniejszych
ser feta i capri/ricotta
zioła - bazylia, oregano
kilka ząbków czosnku pokrojonego w plasterki
duuużo oleju rzepakowego

Papryczki blanszujemy, studzimy. W tym czasie siekamy zioła, serki miksujemy razem, mieszamy z ziołami i wciskamy do szprycy. Zimne papryczki nadziewamy i wkładamy do słoików wraz z czosnkiem. Zalewamy to wszystko gorrrącym olejem, który podgrzewamy wcześniej w rondelku.
Uwaga! nie przestraszcie się, bo będzie skwierczało.
Słoiki zakręcamy, studzimy i chowamy do spiżarki. Można jeść już po kilku dniach, jak się przegryzie.
Ps. Olej rzepakowy jest naturalnym źródłem kwasów omega – 3 i dlatego zalewy olejowej nie wylewajcie! Zużyjcie ją do polania sałaty! Będzie pysznie podsmaczona papryczką i ziołami. Ale przepis na sałatkę z aromatyzowanym olejem rzepakowym i... marynowaną śliwką za jakiś czas :) 



środa, 4 grudnia 2013

o róży słów kilka

Dzika róża. Bardzo wdzięczny owoc, ale cholernie trudny do obróbki. Potrzeba do niej stalowej cierpliwości i kupę czasu. W tym roku narobiłam w cholerę powideł, nalewkę i wino.
Zbiera się długo i uciążliwie. Trzeba się ubrać w stare ciuchy, żeby nie martwić się o ewentualne dziury wyszarpane przez kolce. Do tego rękawiczki, bo bez nich będziecie wydłubywać kolce z dłoni przez kolejne tygodnie. Szypułkowanie to jakiś koszmar. Przecieranie zajmuje jak nic dzień. Jedną porcję trzeba przecierać kilka razy, bo za pierwszym nie wyciśniesz wszystkiego co róża w sobie ma. Twardą różę trzeba przemrozić w zamrażarce. Różę po przymrozkach zbiera się jeszcze gorzej, bo ciapka się w palcach. Ale warto!
Więc:
POWIDŁA Z RÓŻY
tyle róży ile uzbieracie szypułkujecie, mrozicie. Po rozmrożeniu wrzucamy do gara z odrobiną wody i gotujemy aż zmięknie i się rozciapra. Jak się rozciapra to na metalowe sito i trzemy. Trzemy i trzemy i trzemy, aż widzimy, że z tego co zostało już nic nie wycieka. To co wyciekło znów do gara, zasypujemy cukrem do smaku i gotujemy do jego rozpuszczenia. Wychodzą ładne, lśniące, aromatyczne powidła. Do słoików, pasteryzujemy koło 30 min. i już.

WINO Z RÓŻY
Robiłam je trochę na pałę. Kupiłam dymion, zerwałam różę i zrobiłam. Mówiąc szczerze, wina dopiero zaczęłam się uczyć i do teraz jest to dla mnie jakaś czarna magia, ale po fermentacji burzliwej spróbowałam i jest całkiem spoko, więc chyba wyszło. Póki co, leży sobie na fermentacji cichej i czekamy, się modlimy, co z tego będzie.  Na trzy kilo owoców wyszypułkowanych, zmrożonych, lekko pogniecionych dałam dwa kilo cukru i 8 litrów wody. Do tego paczka drożdży do win czerwonych i pożywkę. To wszystko zamknęłam w balonie i czekałam. W okolicach WielkiejNocy przeprowadzę pierwszą degustację i... zobaczymy co z tego eksperymentu wyszło.

Wiosną robiłam galaretkę z płatków róży. Jedna partia wyszła ok, druga lekko gorzkawa. Fajna jest do aromatyzowania ciast i do kromki z twarogiem. Fajnie prezentuje się na pankejkach.




w towarzystwie słoików z przecierem z dyni, o którym w innym wpisie

tu w towarzystwie syropu z kwiatu bzu, o którym innym razem

wtorek, 3 grudnia 2013

zakwas

Na barszcz! Na buraki! Poczytałam, poczułam i już nie chcę nic innego! Zakwas. To jest to, co Martynki lubią!


Zakwas buraczany to prawdziwe błogosławieństwo dla naszych jelit, które szalenie się przyjaźnią z laktobakteriami (i to aż tak bardzo, że zwyczajnie nie wyobrażają sobie bez nich życia!).
Buraki są szczególnie cenne w porze jesienno-zimowej, kiedy sezonowych warzyw i owoców mamy mało. Z reguły warzywa i owoce przechowywane w chłodniach tracą większość walorów odżywczych, jednak burak jest tu chlubnym wyjątkiem. Bogactwo dobroczynnych związków może przyprawić o zawrót głowy: potas, magnez, wapń, fosfor, żelazo, cynk, antocyjany, betanina, rzadkie mikroelementy (rubid, cez, lit, stront, kobalt), kwas foliowy, witamina C (jej zawartość podczas kiszenia wybitnie rośnie) jak również witaminy z grupy B.
Pół szklaneczki zakwasu dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie. :) A to dlatego, że ma on pełno związków działających
- oczyszczająco,
- antynowotworowo,
- antyanemicznie,
- krwiotwórczo,
- regulujących ciśnienie krwi, przemianę materii, pracę wątroby i nerek,
- odbudowujących florę jelit  (uszczelniając tym samym jelita),
- antybakteryjnych i antywirusowych (ważne podczas przeziębienia),
- odmładzających (dzięki przyspieszeniu syntezy kolagenu) co zainteresuje panie,
- dla panów zaś dodatkowo może być cenna informacja, że zakwas bardzo korzystnie wpływa na ich sprawność seksualną i ogólnie wytrzymałość (także w sporcie).
Taki zakwas można pić taki jak jest, albo też w roli czystego barszczyku: leciutko podgrzany z dodatkiem odrobiny majeranku, sosu sojowego, soku z cytryny i zmiażdżonego czosnku. Można też na jego bazie przyrządzić bogatszą wersję świąteczną czyli barszcz wigilijny (podstawą jest wywar z włoszczyzny i buraków do którego dodajemy nieodzowne grzyby suszone, majeranek, zmiażdżony czosnek oraz, już po wyłączeniu gazu, zakwas).
A kiszonych buraków nie wyrzucamy w żadnym wypadku! To samo zdrowie i grzech cokolwiek wyrzucać. Ja najczęściej kroję je w drobną kosteczkę lub rozdrabniam na wiórki z użyciem malaksera, dodaję czerwonej cebulki, oliwy (lub jogurtu greckiego), posiekanej zieleniny, szczyptę czarnego pieprzu, kurkumy i pieprzu cayenne i mam w parę minut gotową wspaniałą probiotyczną sałatkę. Czasem kroję te buraczki w kostkę i używam jako składnik zupy typu barszcz ukraiński, smakują wybornie w każdej wersji!
źródło:  http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-zrobic-prawdziwy-barszcz-czerwony-na-zakwasie/

niedziela, 20 października 2013

cydr

Generalnie, to ten cydr wyjdzie, jeśli będę miała dużo szczęścia.
Za pierwszym razem sok wirowałam w sokowirówce Malina, która ma tyle lat ile moja mama. Cały blok się trząsł, ale sok zrobiłam. Kiedy wsypywałam drożdże i pożywkę rozmawiałam przez telefon i trochę się poplątałam w proporcjach. Nie wiem, ile czego wsypałam. No, ale fermentację mamy za sobą, więc nie powinno być źle.
Gorzej będzie z drugim nastawem, który robiłam w innej sokowirówce, niestety słabej 500tce, która wypluła więcej musu niż soku. Na razie czekam, co się będzie działo. Może go przefiltruję, jeśli kupię gazę, albo tetrę. Zobaczymy...
Póki co, polecam tekst gościa, według którego mniej więcej robiłam cydr.
Do usłyszenia za jakiś czas, kiedy będę znać efekty tego eksperymentu.



tak wygląda 18 kg jabłek...
Niestety daliśmy chyba za dużo pirosiarczynu. Pewnie coś źle policzyliśmy... Efekt jest taki, że cydr wali jajami. Po dogłębniejszym czytaniu o cydrze dowiedzieliśmy się, że tak na prawdę wcale tego piro nie trzeba dodawać... Ale uczymy się na błędach i może przyszłoroczny będzie lepszy.

piątek, 11 października 2013

papryczki hej!

No i leżą te papryczki i takie kolorowe migają na straganach więc postanowiłam zamknąć je w słoiczkach



KOLOROWE, MIODOWE, OSTRE PAPRYKI W SŁOIKACH

1 kg papryk kolorowych - żółtych, czerwonych, pomarańczowych pokrojonych w grube paski

do słoików
do każdego po łyżce miodu
2 listki laurowe
kilka ziaren pieprzu

zalewa:
ocet i woda 1:4 czyli 1,5 szl octu i 6 szklanek wody
łyżka chili w proszku
2 łyżki gorczycy
szklanka cukru
łyżka soli

Pokrojone papryki wkładamy ciasno do słoików, na to pac łyżka miodu taka serdeczna, dwa listki laurowe, zalewę gotuję i lekko przestudzoną wlewam do słoików. Zakręcam, pasteryzuję 20 min. Gotowe po kilku dniach i już cieszę się fajnym smakiem i kolorami że hoho!



wtorek, 8 października 2013

śliwka w ocet

Poczytałam, poszperałam i postanowiłam zamarynować śliwki. Za jakiś czas będą jeszcze takie, ale póki co:

MARYNOWANE ŚLIWKI W OCCIE

1 kg z hakiem śliwek
1 szkl octu 10%
4 szkl wody
50 dag cukru
10 goździków
trochę kory cynamonowej

Śliwki drylujemy i wrzucamy do słoików. Z takiej ilości wyszły mi 4 słoiki 0,4 l. Robimy zalewę - do rondla wlewamy ocet, wodę, cukier i goździki i zagotowujemy. Do słoików wrzucamy po kawałku kory, zalewamy zalewą, zakręcamy i pasteryzujemy w dużym garnku wyłożonym ściereczką lub gazetą ok. 20 min. Słoiki powinny być do 2/3 zalane wodą. Wyciągamy, stawiamy na wieczkach, a potem do spiżarki i do zimowych sałatek, albo jako dodatek do kotletów (nie koniecznie mięsnych!) jak znalazł!

piątek, 4 października 2013

przeprosiny

Jest mi bardzo, bardzo przykro, że zaniedbuję bloga, ale ostatnie tygodnie po prostu stanęły na głowie! Przeprowadzka dobiegła końca. Mam nową, ładną, ale mało funkcjonalną kuchnię, póki co bez piekarnika, w której pomału zaczynam się ogarniać. Pierwsze historie, które w niej popełniłam są głównie grzybowe, z racji tego, że wczoraj PIERWSZY RAZ W SWOIM ŻYCIU byłam na grzybach. Przyniosłam dość pokaźny koszyczek głównie podgrzybków i opieniek.

I tak:
Pierwsze było risotto grzybowe: Grzyby duszę na masełku z cebulką, dodaję ryż, zalewam winem, czekam aż wchłonie, a potem po chochelce bulionu, mieszając, dodając skórki z cytryny, trochę soku i tymianeczku. Potem parmezanik, masełko i do brzuszka.
Bulion zrobiłam grzybowy (marchewka, pietruszka, seler, suszone grzyby), trochę mi go zostało, więc dosypałam czerwonej soczewicy, dolałam przecieru pomidorowego, który już pojękiwał w lodówce, że o nim zapomniałam, dodałam dużo papryki słodkiej w proszku i ostrej trochę też i wyszła fajna rozgrzewająca zupka, taka na raz.
na blogu pojawia się coraz więcej wspaniałych zdjęć zrobionych komórką podczas obiadu w pracy ;) w domu po prostu nie mam czasu, umiejętności ani weny stylować potrawy i klepać słit focie ;)

Inny sposób na grzyba to sosik śmietanowy do kaszy, kotletów z kaszy, do makaronu... Grzyby dusimy na maśle, dodajemy śmietankę 36%, tymianek, sól, pieprz i takim sosem polewamy co tam chcemy. Mniam! Zupka jak zupka, ją to chyba każdy umie zrobić. Do bulionu uduszony grzyby hop, chwilę pogotować, zaprawić śmietaną, doprawić i jeść. Grzyby, grzyby! Wiszą mi teraz pod sufitem i się suszą. Będzie na zupki :)
Ach no i jeszcze z małych opieniek mi kilka do zalewy wskoczyło i podgrzybków małych też. Opieńki gotujemy w osolonej wodzie jakieś 20 minut, potem do słoika z cebulą, gorczycą, liściem laurowym i pieprzem. W garze gotujemy zalewę 1:4 octu i wody, na to sól i cukier. U mnie było tak (na trzy małe słoiczki) szklanka wody, 1/4 octu, pół łyżeczki soli, pół łyżeczki cukru. Kiedy się ugotuje zalewamy grzyby, żeby je przykryło, a potem pasteryzujemy jakieś 20 min.
Żeby nie było, że całkiem zgrzybiałam zrobiłam jeszcze powidła ze śliwek, jabłek i gruszek, bez cukru zainspirowana fejsbukowym wpisem White Plate. 1kg śliwek gotowałam 3 dni po godzinę/ dwie dziennie z gruszkami (2kg) i jabłkami (1kg), których nie obierałam, tylko wypestkowałam i pokroiłam w kostkę.
Poza tym zasłoikowałam gruszkę z imbirem i cytryną od Bea w kuchni. Niestety jak zwykle kapnęłam się po fakcie, że proporcje są nie "moje", bo ja wole mniej cukru, dlatego moim zdaniem ta konfitura wyszła za słodka.
Nastawiłam tez nalewkę z bzu. Za kilka miesięcy będzie, że hoho!
Dziś stawiamy cydr.
Na patelni robi się farsz do samosów, które z racji tego, że nie mam piekarnika upiekę u mamy (nie lubię smażonych), ale to historia na inny raz.

A na koniec, szybki przepis na NALEŚNIKI Z BURAKAMI. Tak, tak z BURAKAMI (moja babcia baaardzo dziwnie na mnie spojrzała kiedy powiedziałam jej co jadłam na obiad...) i kozim serem.



3 duże buraki ugotowane/ upieczone i starte na dużych oczkach.
opakowanie koziego twarożku
pół opakowania ricotty
czosnek - nie za dużo, żeby nie przyćmiło smaku koziego serka
sól, pieprz
naleśniki (wiadomo - mąka, mleko, jajko, sól)

Starte buraki mieszamy z serkami, czosnkiem, solą i pieprzem, pac na naleśniki, zrolować i zjeść!

poniedziałek, 16 września 2013

przetworowe podsumowanie

 Właściwie to nie wiem, co napisać. Właściwie to nie chciałam robić inwentaryzacji, ale ją zrobiłam. Właściwie... Liczby mówią same za siebie. A najlepsze jest to, że jeszcze około 10 słoików przede mną, bo jeszcze gruszki...



 Nazwa
total
Czarny bez
15
Galaretka z róży
13
morela
8
truskawka
8
brzoskwinia
3
Czerwona porzeczka
8
wiśnia
4
Wiśnia z korzeniami
4
Czarna porzeczka
6
Czarna porzeczka i brzoskwinia
4
mirabelka
10
Galaretka z papierówek
5
Czereśnia
6
Czereśnia z pomarańczą
2
Czereśnia z lawendą
2
malina
8
Brusznica
4
Jeżyna
7
jagoda
3
Rabarbar z imbirem
4
Rabarbar z pomarańczą
4
Syrop z czarnego bzu
5 x 0,5
Syrop z kwiatu bzu
5
Syrop z kwiatu bzu z cytryną
7
Syrop z czereśni
5
Syrop z czerwonej porzeczki
4
Leczo
8
ogórki
4
Przecier pomidorowy
2
Kompot z papierówek
3
Czereśnie w syropie
4
Mus z papierówek
1
Chutney z mirabelek
4
Wiśnia z cytryną zeszły rok
3
Truskawka zeszły rok
2

185

niedziela, 15 września 2013

kolejne słoiki

Dom wypełniony słoikami jest fajny, ale nie przed przeprowadzką. A. dostaje białej gorączki, kiedy z kuchni zaczyna dobiegać kolejne stukanie szkła. Ale co zrobić? Nie mogę się powstrzymać przy takim urodzaju!



KISZONA CUKINIA I PATISONY

cukinia
małe patisonki
koper włoski
czosnek
chrzan
woda
sól

Kiszoną cukinię i patisony robimy dokładnie tak jak ogórki. Do słoi wkładamy warzywa. Jeśli trzeba można je pokroić na mniejsze cząstki. Wrzucamy tam też czosnek pokrojony na większe kawałki i plastry chrzanu. Dekorujemy koprem, zalewamy ciepłą wodą z solą. Na litr wody łyżka soli. Zakręcamy, czekamy, jemy!

W internecie jest napisane, że lepiej cukinię zapasteryzować koło 20 min. Ja tego nie zrobiłam i teraz się martwię. Jeśli się zepsuje to napiszę. Będzie przestroga dla innych.

Edit po kilku tygodniach od zrobienia.
Niestety wszystkie cukinie się zepsuły. :( PASTERYZUJCIE!!!

wtorek, 10 września 2013

bez

Bez jest moją ulubioną rośliną. No może oprócz....
Bez pięknie kwitnie, pięknie pachnie, jest smaczny, dobry dla zdrowia. Obdarowuje i wiosną i jesienią. Jest idealny.
Mało osób wie co z nim robić. Kiedy zrywałam go w niedzielę jakiś chłopiec na spacerze z rodzicami się dziwił "po co to zbierać, przecież tego się nawet nie da jeść". No więc uprzejmie zrobiłam mu wykład o właściwościach bzu.
Nie bójcie się go. Szkodliwe substancje - sambunigryny zawierają tylko niedojrzałe owoce. Te dojrzałe, czarne mają ich niezwykle mało, a po przetworzeniu - gotowaniu, pieczeniu, suszeniu całkowicie znikają.
Owoce czarnego bzu zawierają substancje łagodzące stany bólowe i zapalne, obniżają gorączkę i zwalczają objawy przeziębienia. Bez czarny ułatwia usuwanie toksyn z organizmu przez gruczoły potowe i działa moczopędnie. Działa łagodnie przeczyszczająco i odtruwająco, łagodząc wzdęcia i wspomagając odchudzanie.. Wzmacnia układ odpornościowy, pomaga w leczeniu drobnych stłuczeń i zranień oraz podrażnień skóry. Zawarte w owocach czarnego bzu substancje usuwają zmęczenie i działają relaksująco.



Tak więc zachęcam do zbierania i do robienia przetworów.



DŻEM Z OWOCÓW CZARNEGO BZU
1 kg owoców czarnego bzu (owoce łatwo zdjąć z gałązek za pomocą widelca)
1/4 szkl wody
1/2 kg cukru
dwie płaskie łyżeczki jakiegoś żelfixu

Oczyszczone i umyte owoce bzu wrzucamy do gara, zalewamy wodą, zasypujemy cukrem i gotujemy około 30 min ściągając szumowiny. Po jakichś 20-25 minutach wrzucamy żelfix, gotujemy jeszcze trochę, przelewamy do słoiczków, pasteryzujemy około 20 min. A potem delektujemy się świetnym dżemem na kanapkach, w naleśnikach, ciastach. Ach!

poniedziałek, 2 września 2013

mirabella

Piękne, złote mirabelle. Leżą niechciane w rowach, a zebrane, otoczone odrobiną troski zmieniają się w skarb. To jest miłość!

Dżem z mirabelek stąd: http://www.chillibite.pl/2013/08/rewelacyjny-dzem-z-mirabelek.html#more

Chutney z mirabelek stąd: http://kucharnia.blogspot.com/2011/08/maitre-dhotel-zyki-swiata-sto-i.html

brusznica

Wypatrzyłam ją na targu prawie od razu. Błyszczała, wołała mnie. Była doskonała.




BRUSZNICA DO SŁOIKA

1 kg brusznicy
cukru ok 300 - 500 g w zależności jaką skalę słodkości ktoś lubi :)
około 1/3 opakowania czegoś żelującego w stylu żelfiksu

Jagody, w garnku w którym będą się gotowały, zalewamy odrobiną wody - około 3-5 Łyżek. Zasypujemy cukrem, przykrywamy pokrywką, stawiamy na średnim gazie i czekamy aż puści sok. Trwa to około 5 minut. Potem wszystko mieszamy, zagotowujemy, mieszamy, dodajemy żelfiksu, mieszamy, zagotowujemy, całość trwa około 15-20 minut wlewamy do słoików, pasteryzujemy też około 15-20 minut i gotowe.

Mogą się na mnie posypać gromy za ten przepis, ale ja naprawdę robię słoiki "na oko". Na 100% wiem tylko jak pasteryzować, a reszta... jak mnie smak poniesie.

niedziela, 25 sierpnia 2013

blair witch project rozbitków z karaibów

Wyciągnęłam mamę na pobliską górkę, na którą rodzinki z dziećmi wychodzą na niedzielne spacery. Godzinka w górę niespiesznym krokiem, schronisko z ładnym widokiem, żadnego szaleństwa.
Wybrałam to miejsce bo usłyszałam, że rośnie tam dużo jeżyn i jagód, a w planach miałam zamknięcie ich w słoikach. No wiec wzięłyśmy wiadro i poszłyśmy w las.
Od krzaka do krzaka (na którym nie było NIC!) i nagle okazało się, że nie bardzo wiemy gdzie jesteśmy. Ale spokojnie, bez nerwów, jesteśmy na spacerze, mamy dużo czasu, poszłyśmy trochę w prawo, trochę w lewo i niespodziewanie znalazłyśmy się pod schroniskiem. Wypiłyśmy po piwku, pooglądałyśmy wspaniałe widoki i zaczęłyśmy, z pustym wiadrem i innym szlakiem, schodzić w dół.
Nagle przed nami roztoczyła się cała łąka jagód. Mama leżała oglądając chmury, a ja nazbierałam nieco ponad dwa litry borówek! Świetnie! Ale nie spodziewałam się nawet, jaka radość mnie ogarnie, kiedy tuż za zakrętem zobaczę całe krzaki uginające się pod jeżynami. Wiadro w ruch i po godzinie miałam ponad cztery litry. W tym ferworze szczęścia i babskich chichotów, nie zauważyłyśmy nawet, kiedy znowu zboczyłyśmy ze szlaku.
Szłyśmy cały czas przed siebie, nie podejrzewając niczego, jednak, po jakiejś półgodzinie, zaczęłyśmy się zastanawiać, dlaczego nikt nas nie mija. "Mamo, na takie górki chodzi się po śniadaniu, albo zaraz po obiedzie, a nie po osiemnastej! Pewnie teraz siedzą w ogródkach i grillują." Kiedy przeszłyśmy kolejne 20 minut nie mijając żywej duszy, a co najgorsze, żadnego oznakowania szlaku, zaczęłyśmy się martwić. Dla pewności zapytałam, czy mama ma ze sobą jakiś nożyk, dzięki któremu łatwiej będzie nam obcinać liście, żeby przykryć się nimi w nocy... Po kolejnych 20 minutach poszukiwania jakiejkolwiek oznakowanej ścieżki, znalazłyśmy. Prowadziła na drugą stronę góry. Niedługo zrobi się ciemno, samochód został na parkingu z drugiej strony, co robić? Nie pozostało nam nic innego, jak zadzwonić po mieszkającego w pobliżu tatę, żeby przyjechał po nas swoją terenówką i zgarnął ze szlaku. Dawno nikt się tak z nas nie nabijał. Trzeba mieć talent, żeby zgubić się na takiej górce . Ale za to jakie wspomnienia! I jakie jeżyny! Jakie borówki!

Gotująca się konfitura
Nie lubię słodkich przetworów, dlatego żeluję je pektyną, zazwyczaj kupnym żelfiksem. Do kilograma jeżyn dałam nie całe pół kilo cukru i połowę żelfiksu.
                                              

Galaretka z jeżyn w kolorze rubinu od Ani z Kucharni http://kucharnia.blogspot.com/2010/09/zatrzymac-chwile-o-usmiechu-i-jezynach.html

A to po jagodach. Przepis jutro!